poniedziałek, 22 listopada 2010

W szarych oczach popołudnia...

Dzień w muzyce z deszczu. Kapie, plumka, szemrze, szeleści. Płyną ulice, w źródłach kałuż przegląda się niebo poszarzałe tysiącem drobnych zmarszczek. Powietrze przesycone zapachem wilgoci, wiatr wędruje obłokami, nagie drzewa w alei atramentową czernią patetycznie znaczą krajobraz. Szarówka za oknem...

"I dni tak lekko biegną nie wiadomo dokąd"...

Po pracy wymykam się czasowi. Podkreślam jego abstrakcyjność ignorowaniem zegara. Moje popołudnie złoci się płomykami świec, migoce wiązkami światła, fosforyzuje metafizycznie waniliowym aromatem...

Odsłuchuję raz po raz Adagio in G Minor Albinoniego. Jest w tym utworze jakiś smutek pasujący do listopada i do zaokiennego pejzażu...

Chwila smakuje czekoladą na gorąco, po to, by nie ulec chandrze...

środa, 17 listopada 2010

Taki to miękki czas...

Dziś świat w szarym płaszczu z deszczu. Brak słońca i brak światła. Bezlistne drzewa. Popielate żagle chmur podszyte melancholią. Za oknem już ciemno i wiatr gwiżdże. Tak ładnie wyglądają widziane z okna, rozedrgane punkciki pomarańczowego światła ulicznych lamp. Sprawiają, że niebo nabiera grafitowych znaczeń...

Po powrocie z pracy potrzebowałam zdrzemnąć się piętnaście minut. Tyle potrzebuję, by nabrać sił na dalsze bycie...

Domowe popołudnie. Miękki czas. Smak czekolady z filiżanki w anioły. Dla ogrzania oczu blask świec pachnących cynamonem, dla ogrzania serca piosenki z jazzowego radia...

Od wczoraj moja dusza rudzielca cieszy się odświeżonym kolorem włosów...

"Opowieści chłodnego morza" P.Huellego to książka bardziej do odczuwania niż do czytania. Opowiada o przemijającym świecie, o poczuciu utraty, o poszukiwaniu prawdy. A w tle chłodne, szumiące morze i samotność bohaterów...

Za oknem leje jak z cebra. A ja mam czas na chwile bez planów :))

poniedziałek, 8 listopada 2010

Wydłużając wieczorowi rzęsy :)

Czy listopad może być ładny? Taki malowany szarą kredką, bezsłoneczny, bez światła, bez kolorów. W płótnie mgieł, z drzewami kreślonymi hebanową czernią, z popielatym tweedem nieba, ze smutkiem w powietrzu...

Teraz za oknem wielki wiatr i rytmiczne stukanie deszczu. Na szybach zatrzymują się krople do łez podobne. Migocą pomarańczowe, rozmazane światła ulicznych latarń. Ciepłem wibrują kaloryfery...

Gorzka jest historia życia Wiery Gran. Czytam książkę Tuszyńskiej...

Z głośnika sączy się jazz. Koi, kołysze, rozmarza. Mantruję myślami o M. Wieczór w jesiennym skupieniu nad herbatą Earl Grey. Smakowita kandyzowana żurawina. Cynamonowe świece pachną tylko dla mnie. Zachwyt muzyką. Billie Holiday śpiewa jak anioł...

Zupełnie przypadkiem odkrywam, że ktoś fragmentami moich notek podpisuje zdjęcia. Zdjęcia samochodów. To nawet zabawne...

sobota, 6 listopada 2010

W szarości trwam...

Szary deszcz układa się perełkami kropel na szybach. Za oknem rzeczywiście listopad. Niebo w niedopowiedzianym kolorze. Drzewa jak namalowane ołówkiem. Gawrony w efektownej, fioletowej czerni hałasują wśród nagich gałęzi.  Świat w kałużach. Brak światła i coraz bardziej spłowiałe barwy. Jakaś nostalgia w powietrzu...

Tydzień minął mi jakoś szybko. Za szybko. Rano, kiedy dzwonił budzik, budziłam się rozczarowana, że noc minęła. Dni wypełnione były pośpiechem. Wczoraj kolejne szkolenie, chyba jedno z ciekawszych, na których ostatnio dane było mi być. Zmęczona jestem...

Sobota wdzięcznie się toczy. Przestrzeń mojego domu w zapach kawy spowita, turlają się dźwięki radiowego grania, wskazówki zegara dziś powolne bardzo...

I teraz odczuwam sobotnie zadowolenie. Po kociemu moszczę się w fotelu, czytam. Do śniadania nowe WO, a na potem mam do przypomnienia sobie "Pulpecję" Musierowicz. Jakoś potrzeba mi na dziś ciepła i humoru. Lubię wracać do książek Pani Musierowicz i wciąż nie mogę się zdecydować, która z bohaterek jest moją najbardziej ulubioną...

A deszczowa, zaokienna melancholia szeleści tęsknotą za słońca złotem i niebieskością nieba...

piątek, 29 października 2010

A niebo udaje beztroskę...

Świat dziś otulony białą koronką szronu. Niebo wyostrzyło igiełkami mrozu swoją niebieskość. Z okna mojej sypialni widzę smukłą, majestatyczną czerń drzew. Październik bezszelestnie wychodzi z pejzażu, coraz krótsze oddechy kolorów, promienie słońca zimne, zmarszczki na liściach...

Coraz zimniej, marzną ręce, marzną stopy, marzną myśli, na drzewach liści mniej...

Listopad już wybiera sobie barwy i zapach. Usiądzie "tyłem do światła" w spiralach szarości. "Listopad niemal koniec świata", powrócą motywy deszczu, czasem wdepnę w kałużę smutku...

Dziś tęsknię za żółtymi tulipanami...

W piątki mam na późniejszą godzinę. Smakuję więc poranny czas. Kawą się raczę z czułej filiżanki, słucham jazzowego radia, patrzę na zaokienny krajobraz z kroplą mlecznej bieli...

Po lekcjach wyjadę do wujostwa. Jutro posprzątam grób mamy, poopowiadam co u mnie, będę niezmienną tęsknotą...

piątek, 15 października 2010

W woalkach mgieł jesiennych...

Świat we mgle prześwietlonej słońcem przypomina impresjonistyczne obrazy Mistrzów. I drzewa dziś wyglądają cudownie, rozedrgane swymi kolorami, dziś bardziej pastelowymi, miękkimi od światła. I niebo się uśmiecha...

Mam dziś na później do pracy. Są tego plusy i minusy. Dobrze jest posnuć się porannie po domu, dobrze pozwolić sobie na niespieszność. Moje "na później do pracy" spowodowane jest tym, że w tym roku mam mniej godzin, nie ukrywam, wolałabym mieć ich więcej...

Teraz czas kawy. Otwartym oknem wsnuwa się chłodne powietrze z tymi charakterystycznymi nutami zapachu jesieni. Cicho śpiewa Ewa Błaszczyk. Radośnie mi jest, bo wieczorem przybędzie mój M. Zieleń moich tęczówek rozkwitła oczekiwaniem, niecierpliwość drży w koniuszkach palców...

Dopiero dziś w mojej szkole odbędą się uroczystości z okazji wczorajszego święta. Bardzo wiele tych świątecznych dni, na przestrzeni lat, zapisało się wdzięcznie w mojej pamięci, ale mam też takie wspomnienia, dzięki którym wykreśliłabym to święto z kalendarza...

Zatem dziś będę ustrojona na galowo. Tak naprawdę nie umiem być do końca galowa czy klasyczna. Zwykle przełamuję czymś taki strój. Czasem jest to zielony kwiat z wełny, barwny szal, brosza, duże korale, kolczyki z innej bajki. Dziś będą to kolorowe rajstopy :)

Serdeczności zostawiam dla Wszystkich tu zaglądających. Jak dobrze być w piątku :)

środa, 13 października 2010

Porannym skrótem...

Poranek zatracił się w mgle perłowej, nieprzezroczystej, mlecznej. Sennie, mokro, brak słońca, niedosyt światła. Niebo mży szarością i udaje beztroskę. Krajobraz zaokienny rozedrgany i nieco rozmazany. A u mnie świat pachnie kawą i smakuje owsianymi ciasteczkami...

Lubię środy za późniejszą godzinę rozpoczynania pracy. Ocalam drobiny środowych porannych chwil. Dziś głaszczę srebrny czas w pelerynie z mgieł, otulam się dźwiękami "Trójkowego" grania, nastrój zaprawiam muzyką, staranniej maluję oczy, wydłużam spojrzenie czernią tuszu...

Ostatnio jakoś mniej magii w moim życiu...

Wczoraj byłam w Miasteczku, by odświeżyć odcień swych rudych włosów. Moja pani fryzjerka jest artystką. Uśmiecham się do lustra i do moich nowych granatowych zamszowych kozaków. Tak niewiele trzeba, by poczuć się ładniej :)

Październik ucieka jakoś tak szybko. Dni mijają w stałym rytmie: dom-praca-dom. Staram się odbyć codziennie krótki spacer. Mieć czas na oczarowanie barwami, na szelest liści pod stopami, na jesienny zapach powietrza. To takie małe ucieczki...