Kwiecień tegoroczny nie jest zbyt łaskawy: za zimny, za wietrzny, za szary. Na szczęście roślinom to nie przeszkadza -kwitną na potęgę, czarują oczy odcieniami zieleni, a ta wiosenna, świeża, soczysta, jest najpiękniejsza w całym roku...
Chciałam tu bywać częściej, obiecywałam sobie, że zasiądę przed laptopem, by dodać wpis, układałam słowa, a potem wpadałam w wir obowiązków i kończyło się na chęciach. Ostatni tydzień to było piękne święto czytelnictwa w mojej szkole. Światowy Dzień Książki był okazją, by przez tydzień świętować, a to wymagało ode mnie wiele pracy, ale lubię to, niezmiennie i wciąż. Na wczorajszej paradzie postaci literackich byłam Goplaną z zielonymi włosami, makijażem w kolorach wody i cudne były reakcje uczniów na to moje przebranie, zgadywanie kim jestem, moje pytania o to, co pamiętają o mojej postaci...
Nie mogę uwierzyć, że ten kwiecień już się kończy, że za niedługo egzamin ósmoklasisty i towarzyszy mi presja, że nie zdążyłam jeszcze wszystkiego powtórzyć. Moi uczniowie pracują tylko w klasie, w domu, nawet jeśli mają zerknąć do notatki wysłanej im w formie graficznej, w postaci takiej pigułki wiedzy, nie mają na to czasu- tak mówią- albo chęci- tego nie mówią, ale ja to tak odbieram...
A dziś sobota i moje proste radości: bukiet tulipanów od koleżanki z jej ogródka, kawa w filiżance i lektura pięknej prozy -"Szklana jabłoń" Katarzyny Klein. Niby saga rodzinna, opowieść o sile kobiet, rodzinnych tajemnicach, niedomówieniach, traumach, sztuce, o tym, ze prawda, nawet najtrudniejsza i bolesna, oczyszcza, ratuje i pozwala uzdrowić rodzinne relacje...
W skrawkach codzienności zanotuję wyjazd do teatru na komedię "Relacje rodzinne", niby zabawne, ale z gorzką prawdą o rodzinie. Byliśmy z M. i ze znajomymi. I jeszcze...zapisałam się na aerobik i ten czas w kręgu kobiet naprawdę mnie raduje!


