poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Kwietniowe drobiazgi...

Poranek jest błękitny, rozświetlony słońcem, rozćwierkany ptasimi głosami. Mam jeszcze chwilę, nim zasiądę do zdalnej pracy. Chwilę z aromatem kawy, spokojem, ciszą, bo potem zacznie pikać mój telefon, zacznie się dzwonienie, rozmowy, pisanie wiadomości itp.

Znoszę dobrze samoizolację, może dlatego, że umiem być sama. Sama nie samotna. Ratunkiem przed tą samotnością są rozmowy telefoniczne z bliskimi, przekazanie sobie dobrych i ciepłych słów, dzielenie się obawami, serdecznością. Opowiadamy sobie codzienność, wysyłamy zdjęcia, tęsknimy, chcemy być blisko, choć jesteśmy tak daleko od siebie...

Wczorajsza Niedziela Palmowa jakże inna niż zwykle. Hosanna w ciszy domów, w obejrzanym nabożeństwie w telewizji...

Moje ucieczki od tu i teraz to czas na balkonie. To teraz mój azyl, łyk powietrza. Siedzę, gubię oczy w zielonej mozaice pól, w drzewach w alei, którym pozieleniały gałęzie. Czytam, przeglądam czasopisma, wysyłam do M. latawce myśli z długimi ogonami tęsknoty, układam swoje kulawe modlitwy, ocalam ptasie piosenki, marzeniom wygładzam skrzydła...

Wielki Tydzień się zaczyna. Też będzie inny, ale przecież nie mniej refleksyjny, wciąż jest w nim ta Tajemnica, która ratuje...

piątek, 27 marca 2020

Zwykłe szczęście...

Wszystko nadal się toczy. Na szczęście. Niebo jest cudownie niebieskie, świat rozkwita i pachnie. Tę słodycz snującą się z drzewek owocowych równoważy gorycz dymów, które unoszą się nad ogrodami...

To zdjęcie z mojej małej ucieczki od tu i teraz, ucieczki od siedzenia przed laptopem, ślęczenia nad zdjęciami prac, które nadchodzą pikaniem Messengera, od świata zawężonego do przestrzeni domu. I tak, wiem, że nie wolno wychodzić, ale tak sobie pomyślałam, że my tu na wsi mamy dużo mniejszy ruch, że jeśli ucieknę w polne ścieżki, to nikomu nie zaszkodzę, nikogo nie spotkam...

Jest mi jakoś lepiej po tym spacerze. Czuję się przewietrzona, dotleniona...

A teraz już wieczór się skrada. Niebo nabrało subtelnych różowości, słońce jeszcze chwilę temu było purpurową kulą, zawieszoną nisko nad ziemią. Zwykłe szczęście...

środa, 25 marca 2020

Dziennik z czasów zarazy...

Siedzenie w domu zmusza do różnych aktywności. Obok tego, że staram się jakoś pracować, wymyślam sobie różne zajęcia, żeby nie zwariować. Dziś zrobię porządki w szafie...

Za oknem świetliste niebo, ani jednej chmurki na nim, niekiedy tę idealność zakłóca trzepot ptasich skrzydeł. I słońce opromienia świat. I coraz piękniej jest wokoło...

Zaczęłam czytać kryminał Semczuka "Tak będzie prościej". I wydaje mi się, że to będzie dobra powieść. Historia osadzona jest w czasach transformacji, kiedy to rodziła się nowa Polska. Podoba mi się przestrzeń, w jakiej się dzieje opowiadana historia: Karkonosze, Śnieżka, Jelenia Góra, Cieplice. To tworzy nastrojową otoczkę. Jest tajemnicze zabójstwo i potem kolejne morderstwa, jest komisarz Ciszewski, są tropy prowadzące do wydarzeń z przeszłości. Przypadkiem natrafiłam na rekomendację w sieci i sobie czytam :)

Poranki ozdabiam rytuałami, swoimi drobiazgami. Dobra kawa, bukiet tulipanów na stole, słodkość małej czekoladki to takie niewielkie przyjemnostki...

I sezon balkonowy uważam już za otwarty. Przytachałam meble z piwnicy i już mogę cieszyć się słońcem i powietrzem, które pachnie wiosną i nadzieją :)

poniedziałek, 23 marca 2020

Dziwny czas...

Za oknem wiosna, aleja kasztanowa w satynowym welonie zieleni, ledwie zauważalnej, ale jednak. Zazieleniły się pola, przyblokowa brzoza kołysze na gałązkach drobne listeczki. Przekwitły krokusy, zaczynają żółcić się żonkile. Świat widziany z okna jest węższy, mniejszy, ale ciągle piękny...

Domowa jestem, staram się nie wychodzić bez potrzeby. Ot, dwa razy w tygodniu po zakupy i na spacery w polne ścieżki. To samotne spacery, w odludnym miejscu. Idę, a linia horyzontu wciąż ucieka, podziwiam odchodzące słońce, którego piękna nie zasłaniają domy, drzewa. W ścieżkach między polami czuję rozległość terenu, a chwilami mi ciasno od myśli, że nie mogę być tam, gdzie bym chciała, że przecież wiem, że izolacja jest koniecznością, a brakuje mi ludzi, że telefoniczny kontakt to wciąż jest mało...

Smartfonowe życie teraz mamy. I to towarzyskie, i to zawodowe. Tak, prowadzę lekcje przez Messenger. Da się. Mój Messenger niemalże nieustannie pika, bo moja praca nie polega tylko na tym, że wysyłam zadania i koniec. Łączę się z tymi, którzy potrzebują, na wideo czatach, sprawdzam nadesłane prace, każdemu wysyłam informację zwrotną, pochwałę, wskazówkę, co poprawić. Nie szaleję, nie wysyłam za dużo. Rozumiem, że niektórzy rodzice pracują i że mogą wysłać prace dopiero wieczorem. I moi uczniowie piszą, że chcą pracować, bo co robiliby tyle czasu w domu, podobnie piszą rodzice. I tak, jest mi przykro, kiedy czytam komentarze w internecie o nauczycielach nierobach. Wszystkich wrzuca się do jednego worka...

Dziś kiedy jeszcze o zwykłej porze nie wysłałam zadań, dostałam pytania, kiedy je wyślę, bo oni czekają. A dziś zadanie będzie inne: starsze klasy poproszę, by obejrzały "Zemstę" w Teatrze Telewizji, a młodsze, by obejrzały "Legendę o złotej kaczce"...

Tak, trochę więcej czytam, niestety niewiele oglądam, bo "Netflix" mi się zbiesił...

Trzymajmy się, bądźmy dla siebie czuli...

Jest przepięknie, jeszcze będzie normalnie...

czwartek, 5 marca 2020

To już marzec...

Rano budzą mnie ptaki, ponoć to kosy. I poranki są już jasne, ze światłem. Na gałązkach przyblokowej brzozy pojawiły się seledynowe listki. Ta młoda zieleń jest najpiękniejsza w całym roku. I stokrotki bielą się na trawnikach, delikatne, nieśmiałe, pierwsze...

Marzec jak to marzec kaprysi nieco. Dwa dni temu niemal przez cały dzień padał deszcz, jakby chciał obmyć świat z zimowej patyny. Lubię ten czas budzenia się. Każdego dnia przybywa czegoś: światła, nieba, kolorów, listków drobnych, chęci...

Mam nadzieję, że i marazm minie, że częściej wyjdę z domu, że zacznę codziennie spacerować...

Obejrzałam trzy sezony The Crown. I podobają się stroje, wnętrza, muzyka, świetnie dobrani aktorzy. A opowiadane historie są jak podróż przez wiek XX. Czekam niecierpliwie na kolejny sezon...

Przez tę serialomanię nieco mniej czytam...

Domowy czas naznaczam amarantowymi tulipanami, aromatem kawy i kostkami gorzkiej czekolady. Gotuję zupę i dosmaczam ją jazzowymi nutami...

poniedziałek, 24 lutego 2020

Z milczenia...

Przepadłam na trochę. Niby chciałam napisać słów kilka, by ocalić feryjny czas, ale ciągle coś mnie zatrzymywało i uciekały mi literki, tylko obrazy zostawały w głowie i w telefonie. I teraz już po feriach porządkuję wspomnienia, oglądam setny raz zdjęcia i ocalam te obrazy, które jeszcze w głowie siedzą tak wyraźnie...

Wiele razy pisałam w swoim blogu o mojej Kumie, prawie siostrze, która na emigracji żyje. Ileś lat temu byłam w tym jej angielskim miasteczku i teraz w ferie wybraliśmy się tam z M.

Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na wędrowanie między skałkami i połaciami wrzosowisk, które teraz szare, ale wyobrażałam je sobie wczesnojesienną porą. I wtedy musi tam być jeszcze piękniej, a kobierce liliowych krzewinek mogą przypominać atmosferę Wichrowych Wzgórz. Wędrowaliśmy w delikatnej mgle, w osiadających na nas drobnych kropelkach mżawki. Gdzieś w oddali pasły się kudłate owce i barany, echem docierał do nas srebrzysty dźwięk dzwonków...

Piękną wycieczkę zorganizowali nam Kuma i jej mąż, a mianowicie zaprosili nas do Londynu. Byliśmy tu dwa dni, to niewiele, ale udało nam się poczuć atmosferę brytyjskiej stolicy. I spacerowaliśmy wzdłuż Tamizy, przemierzaliśmy mosty, mijaliśmy urocze czerwone budki telefoniczne, które powoli znikają z ulic, ale wciąż są atrakcją turystyczną. Wmieszaliśmy się w nocny tłum Soho i Chinatown, w mieszankę orientalnych zapachów, kolorów, świateł, języków. Wrażenie robią elementy wschodniej architektury, rzeźby, bramy, szyldy dwujęzyczne i zwisające nad głowami przechodniów czerwone lampiony. Wieczorem to wszystko wygląda soczyściej, barwniej i jeszcze bardziej egzotycznie...

I w Galerii Narodowej zobaczyłam swoje ulubione obrazy, w tym "Małżeństwo Arnolfinich" van Eycka, a w Muzeum Brytyjskim podziwiałam metopy z greckich świątyń, myślałam o nagrzanych słońcem kamieniach i przypominałam sobie wrażenia Herberta opisane w "Barbarzyńcy w ogrodzie". A potem patrzyłam na Kamień z Rosetty, egipskie sarkofagi i mumie...

Spacerowaliśmy plątaniną uliczek z tymi uroczymi domkami w zabudowie szeregowej z ganeczkami, kolorowymi drzwiami i kołatkami. Aj, cudne, cudne te uliczki...

Londyn zachwyca swoim rozmachem, kolorami, toczącym się tu życiem. A stareńki Londyn majestatyczny, monumentalny, piękny. Doświadczaliśmy dotyku przeszłości, stojąc przed Pałacem Buckingham, Opactwem i Katedrą Westminsterską. I słuchaliśmy serca Londynu na Placu Trafalgarskim...

I spacerowaliśmy śladami Sherlocka Holmesa, zatrzymując się w nastrojowym pubie...

A w londyńskich parkach wiosna już i dywany żonkili...

wtorek, 4 lutego 2020

Przedwiośnie...

I tak, odliczam dni do ferii, do spokoju, czasu bez pośpiechu, czasu z M. Czekam na ciszę, na leniwe popołudnia i długie wieczory. Potrzebuję innego nieba nad głową, innej przestrzeni. I choć tak lubię swój dom, to cieszę się, że na parę dni wyjedziemy...

Magnolia przed szkołą w pąkach, bieli się morze przebiśniegów, ranniki się złocą. Wczoraj niebem w równych kluczach wracały żurawie. A to luty dopiero. Dziś o poranku, w drodze do szkoły towarzyszyła mi pieśń ptaszka, który corocznie wita wiosnę. Po dniach deszczowych niebo jest idealnie błękitne i słońce promieniami naznacza ten czas...

Przeczytałam, a właściwie przemęczyłam, poleconą przez koleżankę książkę A.Sinickiej "Oczy wilka". Dawno nie miałam do czynienia z tak irytującymi bohaterami, naiwną, nierzeczywistą fabułą. Nie sięgnę po drugą część i nie rozumiem zachwycających recenzji na portalu "lubimyczytać"...

Do mojej kolekcji kubeczków z Homli, tych ze złotym paskiem, dołączył czarny. To nieoczekiwany prezent bez okazji, od koleżanki. I takie prezenty-niespodzianki lubię najbardziej...

Szemrze mi radio, pachnie kawą. Mam na dziś nową Urodę Życia. W doniczce kwitnie mi pierwszy wiosenny hiacynt...