sobota, 31 stycznia 2026

Styczniowe kartki...


Styczeń jakoś tak szybko zapisał swe białe kartki w zeszycie nowego roku. Dni wypełniłam pracą, sprawdzaniem próbnego egzaminu, prac, popraw, bo kończyło się półrocze. Od poniedziałku zaczynam ferie, a M. je kończy. Od tego roku niestety mamy odmienne terminy ferii...

Zima uwięziła nas na dwa dni w domu, odwołano lekcje z powodu gołoledzi. Nie wychodziłam nawet do sklepu, dopóki nie zobaczyłam posypanych piaskiem chodników i ulic...

A w zeszły weekend byliśmy z M. nad zimowym Bałtykiem. Morze przywitało nas spokojem, niezliczonymi odcieniami bieli i szarości. Przemierzyliśmy zmrożoną plażę po stronie polskiej i niemieckiej, zachwycaliśmy się pięknem nadmorskich domków i rezydencji. Smakowaliśmy grzane wino, zimowe herbaty i dania z ryb. To był dobry czas...

Sobotni poranek mija mi niespiesznie. Za oknem wiatr kaleczy niewinność białego krajobrazu. Zima ma się pięknie. Może gdy wiatr nieco ucichnie, wybiorę się na spacer...

Tymczasem czas pachnie kawą, hiacynty snują swą słodko- gorzką opowieść, a ja przy pomocy AI przerabiam kolejne zdjęcie w stylu Normana Rockwella. Sztuczna inteligencja wiele potrafi. I choć czasem są to koszmarki, to próbuję się nią bawić...

sobota, 10 stycznia 2026

Tak się składa...

Sobota. Spokój w głowie, cisza, za oknem Narnia. Zima tak malowniczo wygląda z okna, ta biel aż po horyzont, drzewa z koronkach szronu, niebo jasne i błękitne, igiełki mrozu lśniące w słońcu. Podziwiam te zimowe okoliczności nie tylko z okna, codziennie idę na spacer. Wracam potem zmarznięta, z czerwonymi policzkami, ale to takie przyjemne zimno...

Idealny poranek. Kawa jeszcze ze świątecznym aromatem, ciasteczka z korzenną nutą, blask świeczki w przepięknym świeczniku od szwedzkiego Mikołaja, kolejny tom z cyklu "Kolory zła" Małgorzaty Oliwii Sobczak- najnowszy "Zieleń"...

Świętowałam z Bliskimi w ich nowym domu w Szwecji, pięknym domu, we wspaniałym miejscu. Za oknem miałam las i skałki, zieleń świerków i ptasią stołówkę, którą dla ptaków prowadzi brat. Przylatują kosy, dzięcioły, sikorki, gile, wróbelki i inne, których nie umiem nazwać, ale tato by umiał. W styczniu 12 rocznica jego śmierci. Wspominaliśmy go z bratem w opowieściach, w anegdotach. Pamięć o tacie często przybiera anegdotyczny charakter, tak łatwiej oswoić to wszystko, co dobre nie było...

Moja coroczna pielgrzymka do lekarza od skorupiaka zapewniła mi spokój, nic się nie dzieje. Kolejna wizyta za dwa lata, bo taki termin kontroli ustaliły mi panie w rejestracji. Miałam wrażenie, że w tym centrum jeszcze większe tłumy niż w zeszłym roku. Przygnębia mnie to miejsce bardzo...

Przeanalizowałam już zmiany w ortografii, przygotowałam notatkę dla uczniów- takie informacje w pigułce. Sama reforma budzi moje mieszane uczucia. Doceniam ujednolicenie pisowni "nie" z przymiotnikami i imiesłowami, pisowni nazw mieszkańców. Natomiast nie rozumiem pozostawienia wariantywności pisowni członu pół-, par wyrazów równorzędnych czy cząstek typu: super, ekstra itp. To uczniom wprowadzi chaos...

Dziś wybiorę się na spacer, nieco uładzę dom, posprawdzam prace, bo koniec półrocza blisko, a nade wszystko będę się cieszyć wszechświatem swego domu i niespiesznością...

środa, 31 grudnia 2025

W ostatni dzień grudnia...

Kończy się. A przecież dopiero się zaczął, jakby wczoraj. W ten nowy rok wchodzę bez podsumowań i postanowień, bo zwykle ich nie dotrzymuję. Niech ten 2026 rok mija wolniej, niech darzy zdrowiem, szczęśliwymi chwilami, dobrymi ludźmi wokół i wszystkim wymarzonym. 🍀🍀🍀

środa, 24 grudnia 2025

Świątecznie...


"(...) Wszystko się ku nam przybliży i w zachwyceniu ukaże
Dawno zgubione radości, imiona nasze i twarze
Gwiazdy melodią zaszumią, struny się dźwiękiem rozprzędą.
Będziemy sami dźwiękami i tą błękitną kolędą."
J.Pietrzycki 
Życzę błogosławionych świąt Bożego Narodzenia i tej radości, która pozostaje w człowieku na dłużej.

 

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Grudniowa cisza...

Czas malowany czernią. Otwieram oczy- czerń, wracam z pracy i za chwilę widzę w oknie ciemność. Zapętlam się w tę czerń, rozpływam w mrok z ulubionymi piosenkami, melodiami. W te dni świece, świeczuszki i girlandy światełek nie tylko rozjaśniają mroki, ale otulają tak od środka...

Ostatnie dni to wiele znaków zapytania. To cisza. To nieobecność. To wiele myśli, które pozwalają zwolnić, zamyślić się, zapatrzeć. Może zweryfikować to, co miało być ważne?

Dziś, jeszcze przed 16, widziałam niesamowity zachód słońca, wracałam ze sprawunkami do domu i zachwycałam się złocistością i purpurą, miękką poświatą, wyrazistością drzew. Dobrze iść w stronę słońca...

A ja przed podróżą do brata pakuję walizkę. Jeszcze kilka dni i zostawię swój dom na kilka świątecznych dni. Mało mnie więc w przygotowaniach, nie robię zakupów, nie gromadzę, nie myślę. Będę gościem w nowym domu brata. Ciekawa go jestem, na zdjęciach prezentuje się pięknie. Ciekawa jestem jednak, jak będą mi smakowały poranki, popołudnia i wieczory. Czy będzie tam ładne światło? Czy będzie cichy? Czy będzie mi tam swojsko?

Świat przypomina staroświecką pocztówkę czarno- białą. Śnieg istnieje tylko na kartach czytanych książek o tematyce bożonarodzeniowej. To już ten czas na ich czytanie, czas na drobne dekoracje świąteczne, piosenki z dzwoneczkami i flecikami i może jakiś film. Może "Holiday"?

W grudniu jakoś łatwiej być, choć czasem smętki pod powiekami błękitnieją...

I z żalem przyjęłam wiadomość o śmierci Magdy Umer. Tak pięknie wyśpiewywała smutek, także mój. Więc dziękuję Jej za wzruszenia, za poezję, za szept kojący...

niedziela, 30 listopada 2025

Listopadowe ostatki...

Nie wiem, jak to możliwe, ale to koniec listopada. Jakoś za szybko minął, choć przecież nie poganiałam czasu. A już jutro zaczyna się ostatni miesiąc roku. Jesień u mnie też sobie mijała powoli. Zachwycałam się resztką kolorów w pejzażu, a to czerwienią owoców dzikiej róży, a to pomarańczowymi kulkami ognika, złotymi wodotryskami brzóz, ostatnimi listkami. Rozpływałam się w woalu mgieł, szukałam spokoju w czarnej kaligrafii drzew, przywykałam do poranków w czerni i krótkich dni. A listopad nieubłagalnie zmierzał do grudnia...

Uskrzydlała mnie tegoroczna listopadowa aura, myślałam wierszami i oswajałam wieczory smakami i kolorami herbat, złociłam chwile płomykami świec i akceptowałam melancholię...

Na progu grudzień stoi i zapiszę sobie ten cytat z "Zapałki na zakręcie", bo go lubię: "Tymczasem przyszedł grudzień. Kocham grudniowe poranki, pierwsze przymrozki. Każdy miesiąc cieszy mnie z innych przyczyn, ale tylko grudzień- wzrusza". 

W grudniu robi się zwyczajne rzeczy z większą czułością. Właśnie kończy się pierwsza niedziela Adwentu i jakaś wdzięczność większa za przytulny dom i proste szczęście. I chciałabym, by ten Czas Oczekiwania mijał bez pośpiechu, z uważnością i z czasem dla bliskich i dla siebie...

A grudnie lubię za tak wiele: to miesiąc urodzin Małego i moich, to pora dobrych spotkań, korzennych kaw i herbat, czytania pierwszych świątecznych powieści. Lubię grudzień za igiełki mrozu malujące kwiaty na szybach, za muzykę ze świątecznymi dzwoneczkami i flecikami, za serduszka myśli, za moje filiżanki w świąteczne wzory i za wszystko co niesie ze sobą przedświąteczny i świąteczny czas...

wtorek, 25 listopada 2025

Jeszcze jesień...

Poranki ratują listopad. Lubię wcześniej wstać, mieć za oknem aksamitną czerń, rozjaśniać ją miodowym światłem lamp i płomykami świeczuszek. Lubię zapach pierwszej


kawy, swoją kuchnię wtedy i ten obraz w oknie wyłaniającego się z czerni światła...

Choć w sklepach i mediach społecznościowych już szaleństwo świąt, ja wciąż jesiennieję sobie przy kawie, płatkach chryzantemy i całorocznych aniołach na parapecie...