czwartek, 6 sierpnia 2026

...żeby lipca nie zapomnieć


Przeminął lipiec, pogodowo niezbyt łaskawy był, ale bogaty w doznania, spotkania, chwile dobre i piękne. Wiele razy chciałam tu zajrzeć, zapisać, by ocalić, ale zawsze coś stawało mi na drodze. A to myśl o spontanicznym spacerze między ścieżkami pól, by zebrać kwiaty do wazonu, a to przepadłam w czytanej książce, wybrałam się do wioskowego ogrodu, a to świat wyciszałam i uczyłam się wakacji, jakby były po raz pierwszy.

Początkiem lipca odbyliśmy z M. naszą wakacyjną podróż. Przez dwa dni zwiedzaliśmy Kopenhagę w kropkach deszczu, pod niebem utkanym z odcieni szarości, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Wydawało mi się, że Nyhavn, oglądane przez nas pierwszy raz, mieni się wtedy najpiękniej, że kolorowe kamienice, odbijające się w wodach kanału, zachwycały nas tak, że mieliśmy wrażenie, że rozpalają przestrzeń światłem barw, a deszcz nie odbierał temu miejscu uroku, a dodawał mu ciszy. Kolejne dni były już słoneczne. 

Dom Andresena i myśl, że baśnie tak naprawdę nigdy się nie kończą. Zostają w miejscach, które pamiętają swoich twórców i w sercach tych, którzy wciąż wracają do tych opowieści. Ogrody Tivoli- bajkowe, bardziej przespacerowaliśmy niż skorzystaliśmy z rozrywki, jaką oferują. Nasze serca skradły pałace: renesansowy Rosenborg z pięknym ogrodem i niezwykłym skarbcem, Amalienborg  i zmiana warty gwardii królewskiej i Christiansborg. 

Nie mogło zabraknąć literackiej wyprawy do zamku Kronborg. To właśnie ta budowla w renesansowym stylu stała się pierwowzorem Elsynoru, siedziby duńskiego księcia Hamleta z dramatu Szekspira. Zamek góruje nad miastem, przyciąga majestatem. Długo wędrowaliśmy po komnatach, a na dziedzińcu oglądaliśmy sceny z dramatu odgrywane przez aktorów. 

Spacerkiem doszliśmy, by spotkać się z Małą Syrenką i nawet udało nam się zrobić zdjęcia, co nie było łatwe przy tłumie ludzi.

Podglądałam stylowo ubrane kobiety, zachwycałam się pędzącymi rowerzystami, podziwiałam skandynawski dizajn.

Odkrywaliśmy "hygge" w przytulnych restauracjach i kawiarniach, smakując regionalne dania. Cieszyliśmy się pięknymi chwilami w muzeach i kościołach, spacerami po Christianii, deptaku Stroget, po uliczkach z urokliwymi, niskimi kamienicami z muru pruskiego oraz kolorowymi domami mieszczan o historycznych, unikalnych fasadach wspaniale oddającymi dawną aurę duńskiej stolicy.

Kolejny raz przypomnieliśmy sobie, że prawdziwy urok Lubeki kryje się w jej wąskich zaułkach i ukrytych ogródkach wewnątrz podwórek, że za niepozornymi bramami czekają ciche dziedzińce pełne kwiatów, zieleni i historii. Dawniej mieszkały tu rodziny rzemieślników i kupców, dziś zachwycają spokojem, ciszą i oryginalnością. I że najlepszą rybę serwują w Fischkonzept.

Wismar to miasteczko, gdzie wiatr szepcze historie Bałtyku, a ceglane mury pamiętają więcej, niż potrafią powiedzieć słowa. I tam znowu podziwialiśmy urokliwe kamieniczki, spichlerze, serpentyny uliczek. A każda uliczka prowadziła do chwili wartej zatrzymania.

I jak zwykle najmilszym etapem podróży był powrót do domu i piękne spotkania z bratem i jego bliskimi. 

środa, 1 lipca 2026

Zapachniało wakacjami...

Pierwsza wakacyjna wyprawa już za mną- wycieczka z ludźmi z pracy do Drezna i Pragi. I choć byłam tam z M., i choć z nim wyjazdy lubię najbardziej, to ten miał także sens. Mieliśmy w ten sposób zakończyć szkolny rok, zresetować się i zintegrować. I było wesoło, intensywnie i choć roztapialiśmy się z gorąca, bo temperatury dochodziły do 40 stopni, to był bardzo udany czas...

A zegar jest tu po to, aby przypomnieć mi, że zaczynam wakacje. Jeszcze tylko dziś pójdę do pracy i wakacje czas start. Zamierzam cieszyć się wolnością, długimi spacerami, powolnymi porankami, czytaniem dla przyjemności, zachwytami, wieczorami na balkonie...

A co u Was? 

wtorek, 23 czerwca 2026

Radość z czerwcowych dni...


Coraz bliżej wakacje, trudno mi w to uwierzyć- znowu rok szkolny minął za szybko. Jednak czekam na nie, bo trudny, pracowity rok za mną...

Lato przyszło. W pogniecionych makowych spódnicach przyszło, w krajkach chabrów i rumianków, w wianku ze słońca. Do mnie lato przychodzi w przykrótkich wieczorach i przydługich porankach, w których jestem dla siebie i wykorzystuję każdą chwilę, zanim upomni się o mnie świat i wszystkie "muszę", "trzeba", "powinnam". I w złotej godzinie, w ptasich ćwierkotach o świcie, w odurzającym słodko- gorzkim zapachu jaśminu, słodkim aromacie lip i lipowym hymnie pszczelich skrzydeł i z nocą w cekinach gwiazd złotych...

Lato, bądź dobre! 

Wciąż czerwcem się cieszę, wplatam niebieskość nieba w zielone tęczówki swoich oczu, przynoszę bukiety z polnych ścieżek, wpatruję się w zieleń, oddycham zapachem lawendy, róż i truskawek, stroję się w czereśniowe kolczyki. W czerwcu uszczęśliwia mnie tak wiele! Mam piękną apaszkę w wisienki, przywołuje letni nastrój, mam perfumy o pięknej nazwie, idealnie wpisujące się w wakacyjne dni, choć ich zapach sprawdza się o każdej porze roku, mam książki na wakacyjne ocalanie nocy...

Tak, jestem gotowa do wakacji!


czwartek, 18 czerwca 2026

Czerwcowe koraliki...

W czerwcowej piosence nuty ptasich ćwierkotów o wczesnych godzinach porannych,  świetliste popołudnia, zapach jaśminów, róż i lawendy, smak truskawek, przydługie wieczory, rozkołysane wiatrem ķłosy zbóż z wpiętymi weń makami i chabrami...

Czerwiec przynosi ze sobą tyle zachwytów i oczarowań. I choć w pracy to trudny i pracowity czas, staram się zauważyć jak najwięcej i mieć jak najwięcej zwykłego czasu...

Ósmoklasiści napisali już do mnie swoje pożegnalne listy, bo taki mam zwyczaj, że proszę ich o podzielenie się refleksjami po pięciu latach wspólnej pracy, o wymienienie tego, co zabiorą ze sobą z moich lekcji i spotkań ze mną. Pięknie mi napisali. Czytałam ich słowa powoli, jedno po drugim i jest w nich wszystko to, co ważne dla mnie i czym chciałam się z nimi podzielić. Czasem najważniejsze lekcje to te, które wychodzą poza podręcznik, a są zwyczajnie z potrzeby chwili i z serca...

Mam teraz nieco więcej chwil dla siebie, bo nie muszę już sprawdzać prac. Przeczytana ostatnio książka Agnieszki Zakrzewskiej " Niebo w kolorze kaliny" pozwoliła mi delektować się niespiesznością akcji, pięknem języka i nadzieją, jaką niesie ze sobą ta opowieść...

A w kącikach oczu mych mruga tęsknota za wakacjami...

sobota, 6 czerwca 2026

Nadmorskie opowieści...

Bałtyk 💙 Jak dobrze znowu tu być! Nawlekam koraliki chwil: błękity w niezliczonych odcieniach, ciepły piasek, chłodny dotyk fal, cisza i spokój, nasze ślady, zbieranie muszelek, słońce, a potem deszcz, zapach kawy w przytulnej tawernie, kilometrowe spacery z M.
Zostawiam pozdrowienia i idę w stronę słońca. 

 

sobota, 30 maja 2026

Z chłodnym wiatrem...

Maj przemknął. I choć starałam się ocalić jak najwięcej chwil, to pozostaję w niedosycie, że za mało było spacerów, zachwytów, wczesnych wieczorów na balkonie, czasu na czytanie. Nie za łaskawy był tegoroczny maj, za mało w nim słońca było, ale przyroda ze wszystkim nadążyła. Za mną już poezja konwalii, bzów, piwonii i drzewa chusteczkowego...

A maj zapisał się w moich wspomnieniach zielenią, tą młodą, najpiękniejszą w całym roku i zapachami. Przynosiłam do domu gałązki bzu, by czarowały i towarzyszyły popołudniami, by otulały do snu i czyniły poranki piękniejszymi. To upajanie się zapachem bzu pozwala wracać do krainy dzieciństwa, do domu babci, do kuchni mamy, do wypraw na koniec wsi, bo tam krzaki bzu były najpiękniejsze...

Dziś o poranku burza i srebrne krople deszczu na szybach. Dłużej pobyłam w łóżku i oddałam się lekturze książki, którą będę omawiała z uczniami w ramach lektury nieobowiązkowej. "Latawiec" Barbary Kosmowskiej to książka nie tylko dla dzieci. To otulająca duszę opowieść o pięknej, międzypokoleniowej przyjaźni i nadziei, o magii codzienności i ocalania małych rzeczy. "Nigdy nie wiemy, co nas spotka. Dlatego życie jest wspaniałe, jak lot latawca". Czasem gubimy swoje sznurki, czasem zahaczamy o przeszkody, a niekiedy musimy skonstruować swoje nowe latawce. Już się cieszę na cykl lekcji. Już przygotowałam sobie pomysły...

Sobota nie ma w sobie nic z nadchodzącego lata, smakuje chłodem. Piję kolejną kawę, wybieram w sklepie internetowym lnianą sukienkę z myślą o zakończeniu roku szkolnego, ma kolor szałwii. 

Kolekcjonuję momenty bycia w dobrej codzienności...


sobota, 25 kwietnia 2026

Wiosennych wspomnień garść...


Kwiecień tegoroczny nie jest zbyt łaskawy: za zimny, za wietrzny, za szary. Na szczęście roślinom to nie przeszkadza -kwitną na potęgę, czarują oczy odcieniami zieleni, a ta wiosenna, świeża, soczysta, jest najpiękniejsza w całym roku...

Chciałam tu bywać częściej, obiecywałam sobie, że zasiądę przed laptopem, by dodać wpis, układałam słowa, a potem wpadałam w wir obowiązków i kończyło się na chęciach. Ostatni tydzień to było piękne święto czytelnictwa w mojej szkole. Światowy Dzień Książki był okazją, by przez tydzień świętować, a to wymagało ode mnie wiele pracy, ale lubię to, niezmiennie i wciąż. Na wczorajszej paradzie postaci literackich byłam Goplaną z zielonymi włosami, makijażem w kolorach wody i cudne były reakcje uczniów na to moje przebranie, zgadywanie kim jestem, moje pytania o to, co pamiętają o mojej postaci...

Nie mogę uwierzyć, że ten kwiecień już się kończy, że za niedługo egzamin ósmoklasisty i towarzyszy mi presja, że nie zdążyłam jeszcze wszystkiego powtórzyć. Moi uczniowie pracują tylko w klasie, w domu, nawet jeśli mają zerknąć do notatki wysłanej im w formie graficznej, w postaci takiej pigułki wiedzy, nie mają na to czasu- tak mówią- albo chęci- tego nie mówią, ale ja to tak odbieram...

A dziś sobota i moje proste radości: bukiet tulipanów od koleżanki z jej ogródka, kawa w filiżance i lektura pięknej prozy -"Szklana jabłoń" Katarzyny Klein. Niby saga rodzinna, opowieść o sile kobiet, rodzinnych tajemnicach, niedomówieniach, traumach, sztuce, o tym, ze prawda, nawet najtrudniejsza i bolesna, oczyszcza, ratuje i pozwala uzdrowić rodzinne relacje...

W skrawkach codzienności zanotuję wyjazd do teatru na komedię "Relacje rodzinne", niby zabawne, ale z gorzką prawdą o rodzinie. Byliśmy z M. i ze znajomymi. I jeszcze...zapisałam się na aerobik i ten czas w kręgu kobiet naprawdę mnie raduje!