czwartek, 1 grudnia 2022

 "Tymczasem przyszedł grudzień. Kocham grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, żałosne drzewa bez liści. Każdy miesiąc cieszy mnie z innych przyczyn, ale tylko grudzień - wzrusza."


Krystyna Siesicka, "Zapałka na zakręcie"

I przyszedł czas, by przypomnieć sobie bestseller każdej nastolatki z czasów, kiedy byłam nastolatką. 

A na zdjęciu widok z okna mojej pracy.


niedziela, 13 listopada 2022

Oswajanie listopada...

Zgubiłam gdzieś październik, ale tylko tu, w blogowym świecie. Tegoroczny październik był niezwykły, chwilami miałam poczucie, że lato fruwa w powietrzu. Było słonecznie, barwnie, a ja zachwycałam się wszystkimi odcieniami rudości, złocistych żółci, pomarańczu, czerwieni wpadającej w purpurę. Chodziłam na długie spacery, szurałam liśćmi, wypatrywałam w niebie ptasich kluczy i uskrzydlona aurą wtulałam się w ten październik, by mieć jego wspomnienie na listopad...

I oto już jest ta listopadowa jesień, w batikach mgieł, w deszczowych piosenkach, w coraz częstszych szarościach. Coraz szybciej, pięknymi zachodami słońca, przychodzą wieczory i świat za oknem staje się atramentową plamą czerni, bo w ramach oszczędzania palą się tylko latarnie przy głównej ulicy. A mnie jest dobrze w łupince mojego domu, który rozświetlam płomykami świec, ogrzewam aromatami kaw i herbat. Kiedy tylko mogę, kiedy nie jestem zajęta sprawdzaniem prac i sprawdzianów, układaniem testów i kartkówek, tworzeniem kart pracy, czytam. Po "Martwym sadzie" Gorzki nie zarejestrowałam, że powstały kolejne tomy z komisarzem Marcinem Zakrzewskim, a kiedy to odkryłam, nadrobiłam zaległości. A ostatnio trzeci tom sagi wołyńskiej Jax i "Świat na nowo" Wysoczańskiej, obie te książki oczarowują od pierwszych stron...

Dziś za oknem kaligrafia drzew w alejach, kasztanowce zgubiły swe liście, ale jeszcze w pejzażu zaznaczają się czerwienie, bursztynowe odcienie żółci i miedziane rudości. Świat nęci marketingowo dekoracjami świątecznymi. I choć lubię Boże Narodzenie bardzo, to uważam, że jeszcze nie czas na nie. Wszak przed nami piękny czas oczekiwania, czas adwentu. Lubię ten czas, czas nastrajania się, tworzenia nastroju...

Od kilku lat nie udzielam korepetycji. Nie jestem cudotwórcą, nie mam takiej mocy, żeby komuś włożyć do głowy to, czego musi się nauczyć. Rodzice chcą zapłacić i mieć spokój, ale to tak nie działa. Jak udzielać korepetycji uczniowi, który nie czyta nawet lektur, któremu się nie chce uczestniczyć w zajęciach, "bo to mama chciała, on- uczeń- nie" i po co mu język polski, skoro on i tak stąd wyjedzie? Czytam w wielu miejscach, że rodzice nie lubią szkoły. Coraz częściej myślę, że przestaję lubić rodziców, tych roszczeniowych, tych, którzy wrzucają nauczycieli do jednego worka, tych, którzy piszą w Librusie: "Niech pani zrobi coś, żeby moje dziecko miało piątkę z polaka", tych, którzy po informacji, że nie udzielam korepetycji, komentują: "A przecież nauczyciele tak mało zarabiają". Zarabiam wystarczająco, a uczniowi, który potrzebuje pomocy z mojego przedmiotu, jest zainteresowany tą pomocą, udzielam i udzielę korepetycji za darmo, wystarczy mi jego dziękuję i wiadomość wysłana z telefonu o tym, że coś zaliczył, poprawił, zdał...

Trochę sobie ulżyłam...ufff


niedziela, 25 września 2022

Ten czas...

Słońce zaszło za sierpień, ostatnie dni są chłodne, chmurne i bez blasku. Jesień się rozgościła, ale tak jakoś bez wdzięku, bez babiego lata, słonecznych migotów i złocistości, która rozmarza...

Jesień witałam długim spacerem, a od wczoraj zmagam się z nieromantycznym przeziębieniem i jestem domowa, pod kocem. Łykam pastylki, piję herbatę z sokiem z czarnego bzu i syrop  mniszka w kolorze słońca...

Coraz więcej szarości dziś w oknie, jakby za chwilę miało się rozpadać. Otulam się miodowym blaskiem świec w tej chmurnej pogodzie, czytam bardzo jesienną książkę Natalii Brożek "Nie chcę być tobą". Opowieść toczy się w szkockim pejzażu, otula ją mgła, ciepło kominka i grzanego wina. I czyta się ją z przyjemnością, szczególnie kiedy walczy się z przeziębieniem...

Tęsknię za złocistą jesienią, za cętkami słońca w zmieniających kolory koronach drzew. I to jest ten czas, kiedy najlepiej w dziupli domu, w półcieniach płomyków świec, w aromatach jesiennych kaw i herbat,  w jesiennych dźwiękach muzyki z płyt, w słowach czytanych książek, które jesienią opatulają ciepłem jak kocyki...


środa, 31 sierpnia 2022

Obok czasu...

Ostatni dzień wakacji. Wprawdzie w ostatnich dniach chodziłam już do pracy, ale nie było dzieci, były za to różne papierkowe sprawy do zrobienia. Zrobiłam też gazetki w klasie, przygotowałam pierwsze lekcje...i jutro już się zacznie. Nie ukrywam, że trudno mi wracać, że będę musiała przez kilka dni przyzwyczajać się do tego znanego mi przecież rytmu. Czas się zebrać do obowiązków...

Ostatni dzień wakacji. Słońce. Piękne niebo w owieczkach obłoków. Jazzowe dźwięki, ale takie jakieś pogodne, wakacyjne. Zapach kawy. Nawłoć w wazonie złoci chwile i przypomina, że jesień już za rogiem. Kasztanowcom zrudziały grzywy, poranki już w batikach mgiełek i w perełkach rosy. To takie subtelne detale zapowiadające Jesień, którą tak lubię...

Właśnie kurier dostarczył przesyłkę, a w niej "Szklane ptaki" Katarzyny Zyskowskiej. Podtytuł brzmi: Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Mam nadzieję, że podzielę "achy" i "ochy" recenzentów blogowych na temat tej książki...

Sierpniowa ballada cichnie. A ja jeszcze dziś obok czasu jestem...

piątek, 19 sierpnia 2022

Sierpniowe drobiazgi...

Koniec wakacji blisko, od poniedziałku wracam do pracy. Będę tęskniła za spokojem, za zasypianiem bez analizowania tego, co w pracy, za niespiesznymi porankami i wieczorami długimi. Dobry to był czas, dobry dla głowy i duszy. Wracam zrelaksowana, jeszcze spokojna, ale bez tego dawnego zapału...

Ostatnie upalne dni były nie do zniesienia, spędzałam je głownie w domu, dopiero wieczorami wynurzałam się na spacer i dane mi było oglądać niezwykłe zachody słońca, a wędrówki ścieżkami wśród pól i łąk pozwalały towarzyszyć słońcu do linii horyzontu. Wczorajsza burza i deszcz przyniosły orzeźwienie i lekki chłód. Dziś poranek jest w szarej sukience i w perełkach deszczu...

Oprócz naszej wakacyjnej wyprawy, dobrych spotkań z rodziną zapamiętam z tych wakacji dużo chwil. Jak je zatrzymać słowami? Bukiety polnych kwiatów przynoszonych ze spacerów, poranki przy kawie na balkonie, cekiny gwiazd na wieczornym niebie, świerszczowe koncerty, błękity nieba i flota obłoków, rowerowe przejażdżki po okolicy, hortensje w wioskowym ogrodzie, gladiole w niespotykanych odcieniach kupowane do wazonu, lekkość błękitnej sukienki, brzęczenie bransoletek, czytanie długo w noc, muzyka, w której słychać było szum morza, przesypujący się między dłońmi piasek i smuteczek końca lata. Dobre chwile...

A teraz zapach kawy, wakacyjny aromat świeczki i słowa. Do przeczytania książki Jolanty Kosowskiej skusiła mnie okładka, potem to, że to opowieść z Lizboną w tle. I to miasto tu jest, nie takie jak w folderach, ale prawdziwsze, z twarzą Alfamy. A wśród jej krętych uliczek, wschodów i zachodów słońca, nastroju małej knajpki, między dźwiękami fado splatają się losy bohaterów ze zranionymi duszami...

I choć kocham jesień, to jeszcze na nią nie czekam, ale ona chyba już troszkę jest, w kroplach rosy o poranku, w mgiełkach leciutkich, w koralach jarzębin, w ścierniskach pól, w połaciach wrzosów i w tym nieśmiałym smuteczku... 

Sierpniu, trwaj jeszcze! Trwaj jak najdłużej!


piątek, 12 sierpnia 2022

Powoli i powolutku...

Sierpniowe dni mijają jeszcze szybciej niż te lipcowe. Wciąż są piękne, złote od słońca, upalne, niestety bez deszczu, bogate i obfite w smaki, aromaty i kolory. Mirabelki już są, pojawiają się pierwsze śliwki i kolby kukurydzy nadają się do gotowania. Nareszcie mogę się cieszyć swoimi pelargoniami na balkonie, bo jakoś marnie rosły, nie tak jak w zeszłym roku...

W sierpniowy brewiarz wplatam smutek pożegnania z moimi, wrócili już do siebie, niedługo bratanek kończy wakacje, w Szwecji rok szkolny ma inne ramy czasowe. Ale wplatam też radość spotkania z moją Kumą, która przyjechała do rodziców i udało nam się pięknie spotkać, pogadać długo w noc, wyskoczyć na kawkę i zakupy...

Opustoszały już sierpniowe pola, rżyska w złotej godzinie wyglądają jak wykute ze złota, młode bociany latają już z gracją, a żurawie smukłe i dostojne, na swych długich nogach przemierzają ścierniska. I odczuwam już ten sierpniowy spleen końca lata, z nieśmiałymi mgłami znad łąk, z lawendowym niebem pod wieczór, rumianą jarzębiną i szeleszczącymi o zmierzchu świerszczami. I pozwalam, by dziś ten smuteczek pukał do moich drzwi, smuteczek w wyśpiewywanym przez Lucilię Carmo fado...

Nie, nie czekam już na jesień. Jeszcze się cieszę wakacjami, jeszcze czeka mnie ostatni wakacyjny wyjazd, jeszcze czytam bezkarnie, bez wyrzutów sumienia, że zaniedbuję sprawdzanie prac, jeszcze się stroję w błękitną sukienkę i pozwalam jej tańczyć wokół moich kostek. Jeszcze życie się toczy powoli, powolutku od świetlistych świtów po noce w złotej sukience gwiazd. Gwiazd w sierpniu najpiękniejszych...

czwartek, 28 lipca 2022

A z latem mi dobrze...

Jakże trudno mi uwierzyć, że lipiec zbliża się ku końcowi. Za szybko. Ostatnie dni to złote poranki i wieczory, płomienne spektakle na niebie, baranki obłoków, które pod wieczór pięknie różowe. Przynoszę ze spacerów bukiety złocistego wrotyczu, pachnącego krwawnika i rumianku, a w wioskowym sklepie kupuję gladiole moje ulubione. Piszą o nich, że to kwiaty schyłku lata. A na przyblokowych drzewach jesiennie rumieni się jarzębina, ale przecież lato trwa, dojrzałe, bogate w smaki, aromaty, kolory...

Wstaję wcześnie, cieszę się rześkością powietrza, piję kawę na balkonie i wsłuchuję się w ptasie koncerty i w wioskową ciszę, która o poranku jeszcze jest. Potem ocalam wieczory, a gwiazdy przysiadają mi na ramionach...

Dobrze mi z latem. Jestem leciutko opalona, stroję się w swoją błękitną, lnianą sukienkę, noszę długie kolczyki i dzwonię bransoletkami...

Przedwczoraj byłam w Soplicowie. Na krótko, z okazji imienin dawnej sąsiadki. Ilekroć tam jestem, inaczej oddycham i czuję się bardzo swojsko. Była też okazja do zapalenia światła na grobie rodziców, krótka chwila w samotności, bo tam wciąż ktoś wchodzi, wychodzi. A na sam koniec spotkanie z przyjaciółką, która życie swe wiedzie w Hiszpanii i widzimy się raz na kilka lat, ale zawsze jest tak, jakbyśmy to wczoraj rozstały się po pogaduszkach w moim pokoju pełnym książek, tym pokoju w danym domu z czerwonej cegły...

Dobrze mi z wakacjami. Mam spokojną głowę. Czytam bezkarnie. Zanurzam się w mroczne światy thrillerów. Świetny był "Apartament" Izabeli Janiszewskiej i "W cieniu góry" Agnieszki Jeż. Jak w każde wakacje wracam do "Kroniki olsztyńskiej" Gałczyńskiego. Wracam na Mazury, do leśniczówki, wracam zaczarowanymi słowami. Błękitnieją mi jeziora, pachnie szałwia, tęczówki zielenieją roślinnością łąk i lasów, księżyc złoci czas, a w świetle lampy Srebrna Natalia i Zielony Konstanty...

I cudownie spotykam się z bratem i jego bliskimi. A Mały, który ma prawie 17 lat i jest dużo wyższy ode mnie, to świetny młody człowiek...

Lipcowa ballado, mijaj niespiesznie!