poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Sierpniowe koraliki...

Z sierpniem się żegnam i z wakacjami. Choć starałam się z całych sił. by ten miesiąc mijał wolniej, minął jeszcze szybciej niż lipiec. Gdzieś pomiędzy niespiesznością a galopującym czasem cieszyłam się sierpniowymi dniami...

I byłam w tym sierpniu. I nie pozwalałam sobie, by dni mijały niezauważalnie. Kolekcjonowałam doznania, wrażenia, smaki, kolory, chwile i chwilki, piękne spotkania i rozmowy, bliskość z moim M., długie poranki, wieczory pod welonem gwiazd, serpentyny ścieżek, labirynty wielkiego miasta, książki czytane długo w noc bez pośpiechu...

Zachwycałam się dniami w bursztynowym świetle, smakiem śliwek z ogrodu cioci, zachodami słońca widzianymi z mojego balkonu, delikatnym wiatrem w upalne dni, daliami na przyblokowej rabacie, oderwaniem od szkolnej rzeczywistości...

I zatapiając się w letnich dniach, prawie nie zauważałam zmieniających się dat. Może dobry czas nie potrzebuje konkretnych dat?

Tymczasem jutro 1 września...

piątek, 14 sierpnia 2026

W odcieniach melancholii...

W tym roku jakoś bardziej odczuwam melancholię sierpniową. Czuję, że za chwilę lato odejdzie. I choć staram się, by wydłużyć sierpniowe dni, mijam wraz z nimi za szybko. Jestem jeszcze w wakacyjnym czasie, jeszcze oddycham spokojem, czuję się wolna, ale gdzieś tam z tyłu głowy czai się myśl o szkolnych powrotach...

Sierpniowe słońce w bursztynowym odcieniu złotą poświatą kładzie się w pejzażu, w ogrodach pełnia zbiorów, na rabatach pysznią się moje ulubione dalie, hortensje i pierwsze astry. Tak, jeszcze jest lato, jeszcze są wakacje, ale na trawnikach zauważam pierwsze opadłe zżółknięte liście, pola opustoszały, a bociany szykują się do pożegnań. I choć lubię jesień, jeszcze na nią nie czekam, jeszcze nie jestem gotowa...

W owadzim sklepie, korzystając z promocji, zakupiłam kolorowe karteczki, zakreślacze, kleje i karteczki- znaczniki. Moja wyprawka na ten rok, jeszcze tylko kalendarz i jestem gotowa na nowy rok szkolny, choć entuzjazmu nieco mi brakuje...

Jeszcze spotkam się pięknie z moją Kumą, jeszcze spędzę czas z M. Jeszcze czytam sobie długo bez wyrzutów sumienia, zauważam, zatrzymuję się, nie poganiam ni minut, ni siebie. Dobrze śpię, uśmiecham się do lustra o poranku, bez myśli, co tam na pierwszą lekcję przygotowałam. Rozdzwaniam chwile bransoletkami, maluję usta koralową pomadką, chodzę w krótkich porteczkach i pozwalam włosom być w ulubionym nieładzie. Wieczorami siedzę na balkonie w kolczykach z gwiazd. Przynoszę do domu bukiety polnych kwiatów. Jem lody, piję niespiesznie swoje kawy i jest we mnie tyle dobrego spokoju...

Sierpniu, mijaj wolniej!

czwartek, 6 sierpnia 2026

...żeby lipca nie zapomnieć


Przeminął lipiec, pogodowo niezbyt łaskawy był, ale bogaty w doznania, spotkania, chwile dobre i piękne. Wiele razy chciałam tu zajrzeć, zapisać, by ocalić, ale zawsze coś stawało mi na drodze. A to myśl o spontanicznym spacerze między ścieżkami pól, by zebrać kwiaty do wazonu, a to przepadłam w czytanej książce, wybrałam się do wioskowego ogrodu, a to świat wyciszałam i uczyłam się wakacji, jakby były po raz pierwszy.

Początkiem lipca odbyliśmy z M. naszą wakacyjną podróż. Przez dwa dni zwiedzaliśmy Kopenhagę w kropkach deszczu, pod niebem utkanym z odcieni szarości, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Wydawało mi się, że Nyhavn, oglądane przez nas pierwszy raz, mieni się wtedy najpiękniej, że kolorowe kamienice, odbijające się w wodach kanału, zachwycały nas tak, że mieliśmy wrażenie, że rozpalają przestrzeń światłem barw, a deszcz nie odbierał temu miejscu uroku, a dodawał mu ciszy. Kolejne dni były już słoneczne. 

Dom Andresena i myśl, że baśnie tak naprawdę nigdy się nie kończą. Zostają w miejscach, które pamiętają swoich twórców i w sercach tych, którzy wciąż wracają do tych opowieści. Ogrody Tivoli- bajkowe, bardziej przespacerowaliśmy niż skorzystaliśmy z rozrywki, jaką oferują. Nasze serca skradły pałace: renesansowy Rosenborg z pięknym ogrodem i niezwykłym skarbcem, Amalienborg  i zmiana warty gwardii królewskiej i Christiansborg. 

Nie mogło zabraknąć literackiej wyprawy do zamku Kronborg. To właśnie ta budowla w renesansowym stylu stała się pierwowzorem Elsynoru, siedziby duńskiego księcia Hamleta z dramatu Szekspira. Zamek góruje nad miastem, przyciąga majestatem. Długo wędrowaliśmy po komnatach, a na dziedzińcu oglądaliśmy sceny z dramatu odgrywane przez aktorów. 

Spacerkiem doszliśmy, by spotkać się z Małą Syrenką i nawet udało nam się zrobić zdjęcia, co nie było łatwe przy tłumie ludzi.

Podglądałam stylowo ubrane kobiety, zachwycałam się pędzącymi rowerzystami, podziwiałam skandynawski dizajn.

Odkrywaliśmy "hygge" w przytulnych restauracjach i kawiarniach, smakując regionalne dania. Cieszyliśmy się pięknymi chwilami w muzeach i kościołach, spacerami po Christianii, deptaku Stroget, po uliczkach z urokliwymi, niskimi kamienicami z muru pruskiego oraz kolorowymi domami mieszczan o historycznych, unikalnych fasadach wspaniale oddającymi dawną aurę duńskiej stolicy.

Kolejny raz przypomnieliśmy sobie, że prawdziwy urok Lubeki kryje się w jej wąskich zaułkach i ukrytych ogródkach wewnątrz podwórek, że za niepozornymi bramami czekają ciche dziedzińce pełne kwiatów, zieleni i historii. Dawniej mieszkały tu rodziny rzemieślników i kupców, dziś zachwycają spokojem, ciszą i oryginalnością. I że najlepszą rybę serwują w Fischkonzept.

Wismar to miasteczko, gdzie wiatr szepcze historie Bałtyku, a ceglane mury pamiętają więcej, niż potrafią powiedzieć słowa. I tam znowu podziwialiśmy urokliwe kamieniczki, spichlerze, serpentyny uliczek. A każda uliczka prowadziła do chwili wartej zatrzymania.

I jak zwykle najmilszym etapem podróży był powrót do domu i piękne spotkania z bratem i jego bliskimi.