Z sierpniem się żegnam i z wakacjami. Choć starałam się z całych sił. by ten miesiąc mijał wolniej, minął jeszcze szybciej niż lipiec. Gdzieś pomiędzy niespiesznością a galopującym czasem cieszyłam się sierpniowymi dniami...
I byłam w tym sierpniu. I nie pozwalałam sobie, by dni mijały niezauważalnie. Kolekcjonowałam doznania, wrażenia, smaki, kolory, chwile i chwilki, piękne spotkania i rozmowy, bliskość z moim M., długie poranki, wieczory pod welonem gwiazd, serpentyny ścieżek, labirynty wielkiego miasta, książki czytane długo w noc bez pośpiechu...
Zachwycałam się dniami w bursztynowym świetle, smakiem śliwek z ogrodu cioci, zachodami słońca widzianymi z mojego balkonu, delikatnym wiatrem w upalne dni, daliami na przyblokowej rabacie, oderwaniem od szkolnej rzeczywistości...
I zatapiając się w letnich dniach, prawie nie zauważałam zmieniających się dat. Może dobry czas nie potrzebuje konkretnych dat?
Tymczasem jutro 1 września...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz