piątek, 14 sierpnia 2026

W odcieniach melancholii...

W tym roku jakoś bardziej odczuwam melancholię sierpniową. Czuję, że za chwilę lato odejdzie. I choć staram się, by wydłużyć sierpniowe dni, mijam wraz z nimi za szybko. Jestem jeszcze w wakacyjnym czasie, jeszcze oddycham spokojem, czuję się wolna, ale gdzieś tam z tyłu głowy czai się myśl o szkolnych powrotach...

Sierpniowe słońce w bursztynowym odcieniu złotą poświatą kładzie się w pejzażu, w ogrodach pełnia zbiorów, na rabatach pysznią się moje ulubione dalie, hortensje i pierwsze astry. Tak, jeszcze jest lato, jeszcze są wakacje, ale na trawnikach zauważam pierwsze opadłe zżółknięte liście, pola opustoszały, a bociany szykują się do pożegnań. I choć lubię jesień, jeszcze na nią nie czekam, jeszcze nie jestem gotowa...

W owadzim sklepie, korzystając z promocji, zakupiłam kolorowe karteczki, zakreślacze, kleje i karteczki- znaczniki. Moja wyprawka na ten rok, jeszcze tylko kalendarz i jestem gotowa na nowy rok szkolny, choć entuzjazmu nieco mi brakuje...

Jeszcze spotkam się pięknie z moją Kumą, jeszcze spędzę czas z M. Jeszcze czytam sobie długo bez wyrzutów sumienia, zauważam, zatrzymuję się, nie poganiam ni minut, ni siebie. Dobrze śpię, uśmiecham się do lustra o poranku, bez myśli, co tam na pierwszą lekcję przygotowałam. Rozdzwaniam chwile bransoletkami, maluję usta koralową pomadką, chodzę w krótkich porteczkach i pozwalam włosom być w ulubionym nieładzie. Wieczorami siedzę na balkonie w kolczykach z gwiazd. Przynoszę do domu bukiety polnych kwiatów. Jem lody, piję niespiesznie swoje kawy i jest we mnie tyle dobrego spokoju...

Sierpniu, mijaj wolniej!

czwartek, 6 sierpnia 2026

...żeby lipca nie zapomnieć


Przeminął lipiec, pogodowo niezbyt łaskawy był, ale bogaty w doznania, spotkania, chwile dobre i piękne. Wiele razy chciałam tu zajrzeć, zapisać, by ocalić, ale zawsze coś stawało mi na drodze. A to myśl o spontanicznym spacerze między ścieżkami pól, by zebrać kwiaty do wazonu, a to przepadłam w czytanej książce, wybrałam się do wioskowego ogrodu, a to świat wyciszałam i uczyłam się wakacji, jakby były po raz pierwszy.

Początkiem lipca odbyliśmy z M. naszą wakacyjną podróż. Przez dwa dni zwiedzaliśmy Kopenhagę w kropkach deszczu, pod niebem utkanym z odcieni szarości, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Wydawało mi się, że Nyhavn, oglądane przez nas pierwszy raz, mieni się wtedy najpiękniej, że kolorowe kamienice, odbijające się w wodach kanału, zachwycały nas tak, że mieliśmy wrażenie, że rozpalają przestrzeń światłem barw, a deszcz nie odbierał temu miejscu uroku, a dodawał mu ciszy. Kolejne dni były już słoneczne. 

Dom Andresena i myśl, że baśnie tak naprawdę nigdy się nie kończą. Zostają w miejscach, które pamiętają swoich twórców i w sercach tych, którzy wciąż wracają do tych opowieści. Ogrody Tivoli- bajkowe, bardziej przespacerowaliśmy niż skorzystaliśmy z rozrywki, jaką oferują. Nasze serca skradły pałace: renesansowy Rosenborg z pięknym ogrodem i niezwykłym skarbcem, Amalienborg  i zmiana warty gwardii królewskiej i Christiansborg. 

Nie mogło zabraknąć literackiej wyprawy do zamku Kronborg. To właśnie ta budowla w renesansowym stylu stała się pierwowzorem Elsynoru, siedziby duńskiego księcia Hamleta z dramatu Szekspira. Zamek góruje nad miastem, przyciąga majestatem. Długo wędrowaliśmy po komnatach, a na dziedzińcu oglądaliśmy sceny z dramatu odgrywane przez aktorów. 

Spacerkiem doszliśmy, by spotkać się z Małą Syrenką i nawet udało nam się zrobić zdjęcia, co nie było łatwe przy tłumie ludzi.

Podglądałam stylowo ubrane kobiety, zachwycałam się pędzącymi rowerzystami, podziwiałam skandynawski dizajn.

Odkrywaliśmy "hygge" w przytulnych restauracjach i kawiarniach, smakując regionalne dania. Cieszyliśmy się pięknymi chwilami w muzeach i kościołach, spacerami po Christianii, deptaku Stroget, po uliczkach z urokliwymi, niskimi kamienicami z muru pruskiego oraz kolorowymi domami mieszczan o historycznych, unikalnych fasadach wspaniale oddającymi dawną aurę duńskiej stolicy.

Kolejny raz przypomnieliśmy sobie, że prawdziwy urok Lubeki kryje się w jej wąskich zaułkach i ukrytych ogródkach wewnątrz podwórek, że za niepozornymi bramami czekają ciche dziedzińce pełne kwiatów, zieleni i historii. Dawniej mieszkały tu rodziny rzemieślników i kupców, dziś zachwycają spokojem, ciszą i oryginalnością. I że najlepszą rybę serwują w Fischkonzept.

Wismar to miasteczko, gdzie wiatr szepcze historie Bałtyku, a ceglane mury pamiętają więcej, niż potrafią powiedzieć słowa. I tam znowu podziwialiśmy urokliwe kamieniczki, spichlerze, serpentyny uliczek. A każda uliczka prowadziła do chwili wartej zatrzymania.

I jak zwykle najmilszym etapem podróży był powrót do domu i piękne spotkania z bratem i jego bliskimi. 

środa, 1 lipca 2026

Zapachniało wakacjami...

Pierwsza wakacyjna wyprawa już za mną- wycieczka z ludźmi z pracy do Drezna i Pragi. I choć byłam tam z M., i choć z nim wyjazdy lubię najbardziej, to ten miał także sens. Mieliśmy w ten sposób zakończyć szkolny rok, zresetować się i zintegrować. I było wesoło, intensywnie i choć roztapialiśmy się z gorąca, bo temperatury dochodziły do 40 stopni, to był bardzo udany czas...

A zegar jest tu po to, aby przypomnieć mi, że zaczynam wakacje. Jeszcze tylko dziś pójdę do pracy i wakacje czas start. Zamierzam cieszyć się wolnością, długimi spacerami, powolnymi porankami, czytaniem dla przyjemności, zachwytami, wieczorami na balkonie...

A co u Was? 

wtorek, 23 czerwca 2026

Radość z czerwcowych dni...


Coraz bliżej wakacje, trudno mi w to uwierzyć- znowu rok szkolny minął za szybko. Jednak czekam na nie, bo trudny, pracowity rok za mną...

Lato przyszło. W pogniecionych makowych spódnicach przyszło, w krajkach chabrów i rumianków, w wianku ze słońca. Do mnie lato przychodzi w przykrótkich wieczorach i przydługich porankach, w których jestem dla siebie i wykorzystuję każdą chwilę, zanim upomni się o mnie świat i wszystkie "muszę", "trzeba", "powinnam". I w złotej godzinie, w ptasich ćwierkotach o świcie, w odurzającym słodko- gorzkim zapachu jaśminu, słodkim aromacie lip i lipowym hymnie pszczelich skrzydeł i z nocą w cekinach gwiazd złotych...

Lato, bądź dobre! 

Wciąż czerwcem się cieszę, wplatam niebieskość nieba w zielone tęczówki swoich oczu, przynoszę bukiety z polnych ścieżek, wpatruję się w zieleń, oddycham zapachem lawendy, róż i truskawek, stroję się w czereśniowe kolczyki. W czerwcu uszczęśliwia mnie tak wiele! Mam piękną apaszkę w wisienki, przywołuje letni nastrój, mam perfumy o pięknej nazwie, idealnie wpisujące się w wakacyjne dni, choć ich zapach sprawdza się o każdej porze roku, mam książki na wakacyjne ocalanie nocy...

Tak, jestem gotowa do wakacji!


czwartek, 18 czerwca 2026

Czerwcowe koraliki...

W czerwcowej piosence nuty ptasich ćwierkotów o wczesnych godzinach porannych,  świetliste popołudnia, zapach jaśminów, róż i lawendy, smak truskawek, przydługie wieczory, rozkołysane wiatrem ķłosy zbóż z wpiętymi weń makami i chabrami...

Czerwiec przynosi ze sobą tyle zachwytów i oczarowań. I choć w pracy to trudny i pracowity czas, staram się zauważyć jak najwięcej i mieć jak najwięcej zwykłego czasu...

Ósmoklasiści napisali już do mnie swoje pożegnalne listy, bo taki mam zwyczaj, że proszę ich o podzielenie się refleksjami po pięciu latach wspólnej pracy, o wymienienie tego, co zabiorą ze sobą z moich lekcji i spotkań ze mną. Pięknie mi napisali. Czytałam ich słowa powoli, jedno po drugim i jest w nich wszystko to, co ważne dla mnie i czym chciałam się z nimi podzielić. Czasem najważniejsze lekcje to te, które wychodzą poza podręcznik, a są zwyczajnie z potrzeby chwili i z serca...

Mam teraz nieco więcej chwil dla siebie, bo nie muszę już sprawdzać prac. Przeczytana ostatnio książka Agnieszki Zakrzewskiej " Niebo w kolorze kaliny" pozwoliła mi delektować się niespiesznością akcji, pięknem języka i nadzieją, jaką niesie ze sobą ta opowieść...

A w kącikach oczu mych mruga tęsknota za wakacjami...

sobota, 6 czerwca 2026

Nadmorskie opowieści...

Bałtyk 💙 Jak dobrze znowu tu być! Nawlekam koraliki chwil: błękity w niezliczonych odcieniach, ciepły piasek, chłodny dotyk fal, cisza i spokój, nasze ślady, zbieranie muszelek, słońce, a potem deszcz, zapach kawy w przytulnej tawernie, kilometrowe spacery z M.
Zostawiam pozdrowienia i idę w stronę słońca. 

 

sobota, 30 maja 2026

Z chłodnym wiatrem...

Maj przemknął. I choć starałam się ocalić jak najwięcej chwil, to pozostaję w niedosycie, że za mało było spacerów, zachwytów, wczesnych wieczorów na balkonie, czasu na czytanie. Nie za łaskawy był tegoroczny maj, za mało w nim słońca było, ale przyroda ze wszystkim nadążyła. Za mną już poezja konwalii, bzów, piwonii i drzewa chusteczkowego...

A maj zapisał się w moich wspomnieniach zielenią, tą młodą, najpiękniejszą w całym roku i zapachami. Przynosiłam do domu gałązki bzu, by czarowały i towarzyszyły popołudniami, by otulały do snu i czyniły poranki piękniejszymi. To upajanie się zapachem bzu pozwala wracać do krainy dzieciństwa, do domu babci, do kuchni mamy, do wypraw na koniec wsi, bo tam krzaki bzu były najpiękniejsze...

Dziś o poranku burza i srebrne krople deszczu na szybach. Dłużej pobyłam w łóżku i oddałam się lekturze książki, którą będę omawiała z uczniami w ramach lektury nieobowiązkowej. "Latawiec" Barbary Kosmowskiej to książka nie tylko dla dzieci. To otulająca duszę opowieść o pięknej, międzypokoleniowej przyjaźni i nadziei, o magii codzienności i ocalania małych rzeczy. "Nigdy nie wiemy, co nas spotka. Dlatego życie jest wspaniałe, jak lot latawca". Czasem gubimy swoje sznurki, czasem zahaczamy o przeszkody, a niekiedy musimy skonstruować swoje nowe latawce. Już się cieszę na cykl lekcji. Już przygotowałam sobie pomysły...

Sobota nie ma w sobie nic z nadchodzącego lata, smakuje chłodem. Piję kolejną kawę, wybieram w sklepie internetowym lnianą sukienkę z myślą o zakończeniu roku szkolnego, ma kolor szałwii. 

Kolekcjonuję momenty bycia w dobrej codzienności...


sobota, 25 kwietnia 2026

Wiosennych wspomnień garść...


Kwiecień tegoroczny nie jest zbyt łaskawy: za zimny, za wietrzny, za szary. Na szczęście roślinom to nie przeszkadza -kwitną na potęgę, czarują oczy odcieniami zieleni, a ta wiosenna, świeża, soczysta, jest najpiękniejsza w całym roku...

Chciałam tu bywać częściej, obiecywałam sobie, że zasiądę przed laptopem, by dodać wpis, układałam słowa, a potem wpadałam w wir obowiązków i kończyło się na chęciach. Ostatni tydzień to było piękne święto czytelnictwa w mojej szkole. Światowy Dzień Książki był okazją, by przez tydzień świętować, a to wymagało ode mnie wiele pracy, ale lubię to, niezmiennie i wciąż. Na wczorajszej paradzie postaci literackich byłam Goplaną z zielonymi włosami, makijażem w kolorach wody i cudne były reakcje uczniów na to moje przebranie, zgadywanie kim jestem, moje pytania o to, co pamiętają o mojej postaci...

Nie mogę uwierzyć, że ten kwiecień już się kończy, że za niedługo egzamin ósmoklasisty i towarzyszy mi presja, że nie zdążyłam jeszcze wszystkiego powtórzyć. Moi uczniowie pracują tylko w klasie, w domu, nawet jeśli mają zerknąć do notatki wysłanej im w formie graficznej, w postaci takiej pigułki wiedzy, nie mają na to czasu- tak mówią- albo chęci- tego nie mówią, ale ja to tak odbieram...

A dziś sobota i moje proste radości: bukiet tulipanów od koleżanki z jej ogródka, kawa w filiżance i lektura pięknej prozy -"Szklana jabłoń" Katarzyny Klein. Niby saga rodzinna, opowieść o sile kobiet, rodzinnych tajemnicach, niedomówieniach, traumach, sztuce, o tym, ze prawda, nawet najtrudniejsza i bolesna, oczyszcza, ratuje i pozwala uzdrowić rodzinne relacje...

W skrawkach codzienności zanotuję wyjazd do teatru na komedię "Relacje rodzinne", niby zabawne, ale z gorzką prawdą o rodzinie. Byliśmy z M. i ze znajomymi. I jeszcze...zapisałam się na aerobik i ten czas w kręgu kobiet naprawdę mnie raduje!

sobota, 4 kwietnia 2026

Świątecznie...


Niech te Święta Wielkanocne przyniosą spokój, nadzieję i dużo dobra – takiego codziennego, cichego, ale prawdziwego. Dużo uśmiechu, odpoczynku i chwil, które zostają w sercu na dłużej. Błogosławionych Świąt Wielkanocnych. 

 

piątek, 27 marca 2026

Marcowe koraliki chwil...

Może nazbyt zaprzyjaźniałam się z dłuższymi dniami? Może wiośnie dałam się zwieść? Miałam zajrzeć tu na początku marca, potem, za kilka dni, tymczasem marzec się kończy. Zapętlałam się w ścieżkach ogrodu, by nie przegapić ranników złotych, bieli przebiśniegów, kobierców śnieżyc i krokusów. Otwierałam okno smugom gorzkich dymów znad pól, wsłuchiwałam się w pęd zieleni, spacerowałam błękitami nieba....

Dzień za dniem mijałam sobie marcowo. W pracy jak zwykle dużo pracy, w domu sprawdzanie wypracowań, testów, sprawdzianów, przygotowywanie lekcji, by pięknie omówić "Małego Księcia", opowiedzieć z sercem o chłopakach z "Kamieni na szaniec" i sprawić, żeby nie tylko dziewczętom historia rudowłosej Ani stała się bliska i inspirowała...

W połowie marca odwiedziłam Soplicowo i cmentarz na górce. Trudno uwierzyć, ale mój Tato, gdyby żył, kończyłby 80 lat. Zawsze żartowałam, że dzień Jego urodzin to święto narodowe, Lubił celebrować urodziny, cieszył się nimi, cieszył się gośćmi. Byłam więc gościem, nie jedynym, bo płonęły światełka zniczy, a ja zawiozłam okazały bukiet w wiosennych kolorach. I tak sobie myślę, że On jest w anegdotach, które często opowiadam, w słowach, które wciąż we mnie brzmią, w gestach, w których, im jestem starsza, widzę siebie. I nie pamiętam cieni, jak poręczy trzymam się tylko dobrych wspomnień...

Posadziłam już bratki na balkonie, w tym roku są w odcieniach fiołków i bieli. Wyjęłam z pawlacza ceramiczne i drewniane zające i króliki, pisanki, ale to tylko ładna otoczka. Za coś innego lubię Wielkanoc i lubię przeżywanie Triduum Paschalnego. Noszę je w sobie jak ciszę między bólem a nadzieją. Lubię za mrok, który nie jest końcem a Drogą, za światło świec, które prowadzi krok po kroku. W Wielkim Czwartku odnajduję pokorę dłoni, które służą, choć będą zdradzone, w Wielki Piątek uczę się milczenia, które mówi więcej niż tysiąc słów, a potem przychodzi cisza Grobu- ciężka jak kamień i delikatna jak obietnica. A potem w dźwiękach dzwonów Zycie zakwita  w cieniu Krzyża...

I lubię w tym Czasie odnajdywać siebie i tę ciszę pomiędzy...

piątek, 27 lutego 2026

Zanim marcowe dni...

Przywołuję wiosnę bukietem żonkili, kolorami filiżanek, myślami i tęsknotą za słońcem. Długa ta zima tegoroczna. Choć była ładna, wreszcie śnieżna i mroźna, to niech już się kończy. Niech zaczną budzić się rośliny, niech słońce zagląda porankami w okna, niech zielone serduszka listków rozwiną się na gałązkach...

Cieszy mnie zaczynający się właśnie weekend. Pracowity tydzień miałam. Przygotowałam szkolne obchody Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, ułożyłam testy dotyczące nowych zasad ortografii dla uczniów i nauczycieli, sprawdziłam wszystkie, wyłoniłam Mistrzów Nowych Zasad, przygotowałam papierowe medale i wklejki do nagród, a ponadto sprawdzałam tony prac, kartkówek i zadań dla chętnych. Resetu mi trzeba i czasu dla siebie...

Mało ostatnio czytam, a potrzebuję słów. Szukam tych niedopowiedzianych, tych bardziej przeczuwanych niż napisanych. I znajduję je w tomiku haiku...

Cieszę się na marzec, choć w duszy mam jesień. Cieszę się na pierwsze ptasie opowieści, malowane słońcem chwile, na zapach wiosny, otwierane częściej okna, na dni coraz dłuższe, lżejsze ubrania, łapanie słońca na spacerach, serduszka listków, kolory w pejzażu i poematy nieba w błękicie...

czwartek, 5 lutego 2026

Feryjnie...

W feryjne poranki pierwsza kawa smakuje spokojem. Pozwalam sobie na leniwe chwile, na czytanie pod kołdrą, na snucie się w piżamie, na zapatrzenie na to, co za oknem...

A tam inny widok, nie obcy, oswojony, znany od lat- widok na świat M. 

Lubię być w wielkim mieście. Lubię tu być na trochę. Za intensywnie tu, za szybko, za ludnie, za głośno. I choć M. mieszka w zacisznym miejscu, to i tak nocą docierają do mnie sygnały karetek, policyjnych wozów, a odległe tramwaje wjeżdżają w środek mojej głowy...

Za chwilę wybiorę się na długi spacer po labiryncie miasta, zatrzymam się w jakiejś zacisznej kawiarence na drugą kawę, odwiedzę ulubione księgarnie i miejsca. Może sprawię sobie coś na wiosnę...

A potem z pracy wróci M. i czas mijać nam będzie domowo...

sobota, 31 stycznia 2026

Styczniowe kartki...


Styczeń jakoś tak szybko zapisał swe białe kartki w zeszycie nowego roku. Dni wypełniłam pracą, sprawdzaniem próbnego egzaminu, prac, popraw, bo kończyło się półrocze. Od poniedziałku zaczynam ferie, a M. je kończy. Od tego roku niestety mamy odmienne terminy ferii...

Zima uwięziła nas na dwa dni w domu, odwołano lekcje z powodu gołoledzi. Nie wychodziłam nawet do sklepu, dopóki nie zobaczyłam posypanych piaskiem chodników i ulic...

A w zeszły weekend byliśmy z M. nad zimowym Bałtykiem. Morze przywitało nas spokojem, niezliczonymi odcieniami bieli i szarości. Przemierzyliśmy zmrożoną plażę po stronie polskiej i niemieckiej, zachwycaliśmy się pięknem nadmorskich domków i rezydencji. Smakowaliśmy grzane wino, zimowe herbaty i dania z ryb. To był dobry czas...

Sobotni poranek mija mi niespiesznie. Za oknem wiatr kaleczy niewinność białego krajobrazu. Zima ma się pięknie. Może gdy wiatr nieco ucichnie, wybiorę się na spacer...

Tymczasem czas pachnie kawą, hiacynty snują swą słodko- gorzką opowieść, a ja przy pomocy AI przerabiam kolejne zdjęcie w stylu Normana Rockwella. Sztuczna inteligencja wiele potrafi. I choć czasem są to koszmarki, to próbuję się nią bawić...

sobota, 10 stycznia 2026

Tak się składa...

Sobota. Spokój w głowie, cisza, za oknem Narnia. Zima tak malowniczo wygląda z okna, ta biel aż po horyzont, drzewa z koronkach szronu, niebo jasne i błękitne, igiełki mrozu lśniące w słońcu. Podziwiam te zimowe okoliczności nie tylko z okna, codziennie idę na spacer. Wracam potem zmarznięta, z czerwonymi policzkami, ale to takie przyjemne zimno...

Idealny poranek. Kawa jeszcze ze świątecznym aromatem, ciasteczka z korzenną nutą, blask świeczki w przepięknym świeczniku od szwedzkiego Mikołaja, kolejny tom z cyklu "Kolory zła" Małgorzaty Oliwii Sobczak- najnowszy "Zieleń"...

Świętowałam z Bliskimi w ich nowym domu w Szwecji, pięknym domu, we wspaniałym miejscu. Za oknem miałam las i skałki, zieleń świerków i ptasią stołówkę, którą dla ptaków prowadzi brat. Przylatują kosy, dzięcioły, sikorki, gile, wróbelki i inne, których nie umiem nazwać, ale tato by umiał. W styczniu 12 rocznica jego śmierci. Wspominaliśmy go z bratem w opowieściach, w anegdotach. Pamięć o tacie często przybiera anegdotyczny charakter, tak łatwiej oswoić to wszystko, co dobre nie było...

Moja coroczna pielgrzymka do lekarza od skorupiaka zapewniła mi spokój, nic się nie dzieje. Kolejna wizyta za dwa lata, bo taki termin kontroli ustaliły mi panie w rejestracji. Miałam wrażenie, że w tym centrum jeszcze większe tłumy niż w zeszłym roku. Przygnębia mnie to miejsce bardzo...

Przeanalizowałam już zmiany w ortografii, przygotowałam notatkę dla uczniów- takie informacje w pigułce. Sama reforma budzi moje mieszane uczucia. Doceniam ujednolicenie pisowni "nie" z przymiotnikami i imiesłowami, pisowni nazw mieszkańców. Natomiast nie rozumiem pozostawienia wariantywności pisowni członu pół-, par wyrazów równorzędnych czy cząstek typu: super, ekstra itp. To uczniom wprowadzi chaos...

Dziś wybiorę się na spacer, nieco uładzę dom, posprawdzam prace, bo koniec półrocza blisko, a nade wszystko będę się cieszyć wszechświatem swego domu i niespiesznością...