niedziela, 8 listopada 2015

Drobiazgi niedzielne...

Obudził mnie wiatr, huczał za oknem i słychać go było w kominie. Nie mogłam już zasnąć, więc dzień zaczął się dla mnie przed siódmą, jak w zwykły dzień. I nadal wieje, i lecą z drzew liście. Wyglądają jak złote konfetti w noc sylwestrową...


Ładne niebo za oknem. W ostatnich dniach szarość płynęła obłokami, mgły się snuły perłowe. A dziś błękit wyrazisty, słoneczny blask i jasność...


M. ma zajęcia ze studentami, więc dzwoni z przerw. Mnie czas mija domowo i raduję się, że nie muszę wychodzić w tę wietrzność...


Po południu odwiedzi mnie koleżanka, dokończymy naszą prezentację na zajęcia za tydzień...


Czekam na przesyłkę z internetowej księgarni, a w niej, oprócz innych książek, będzie także "Feblik"- najnowsza powieść Musierowicz...


Esperanza Spalding mi śpiewa, w aromat kawy opadają z polotem dźwięki tak pasujące do niedzieli...


Z potrzeby zanurzenia się w coś lekkiego czytam "Niskie drzewa" E. Cielesz i dość dobrze mi się czyta...


Niedzieli spokojnej życzę :)

poniedziałek, 2 listopada 2015

Listopada złocistość...

Złocisty poranek. Widziane z okien kopuły drzew rozsłonecznione złocistym blaskiem, mozaika barw, przejrzyste niebo. Domowy poranek smakujący kawą i szarlotką...


Wczorajszy dzień pachniał nostalgią. Byliśmy z M. na cmentarzu w mojej rodzinnej miejscowości. To mały cmentarz, wciąż, jakoś tak szybko ostatnio, przybywa grobów. W mogiłach bliscy, znajomi, sąsiedzi. Zapalałam światła, przywoływałam wspomnienia, szeptałam modlitwy. A dzień był piękny: słoneczny, ciepły, z wirującymi, opadającymi z drzew liśćmi, cichy i uroczysty...


Po południu, kiedy M. był już w drodze do siebie, wybrałam się na cmentarz tu w P. Słońce zachodziło, barwiło niebo płomiennymi czerwieniami, fuksją i złotym pomarańczem. Drzewa w szpalerze pokory, zamyśleni nad grobami ludzie, migocące płomyki, barwne chryzantemy, młode mamy tłumaczące pociechom istotę tego święta...


A dziś mam wolne, stąd domowy poranek i wczesny wpis. Wybieram się znowu do Soplicowa mojego, bo dziś w małym kościółku msza za moich dziadków, rodziców taty. Dziadka nie znałam, bo umarł, kiedy tata był mały, ale babcia...babcia Franciszka to ktoś arcyważny w moim życiu. Był i jest...

piątek, 16 października 2015

Szeptem...

Mżawka za oknem. Wilgotnieją od niej trawy, liście, powietrze, kolory i włosy. Wracałam dziś z pracy z drobnym deszczem w dłoniach, mając nad głową aksamitny furkot ptasich gromad. Szarość wciąż płynie niebem...


Piątkowy przedwieczór. Czas na ciszę, na odpoczynek po całotygodniowym szkolnym hałasie. I dziś ta cisza jest muzyką. Świat pachnie jesienią...


Z niedosytu światła zapalam świeczki w swych witrażowych świecznikach, milczę nastrojowym jasnopomarańczowym światłem zapalonej na biurku lampki. Przyglądam się zapłakanym szybom, drżącym kroplom dżdżu, ogrzewam ręce filiżanką z gorącą herbatą z malin...


Z dnia zostało niewiele. Miękki mrok się skrada. Jeszcze jest szary, ale za chwilę atłasowym grafitem otuli świat. A ja lubię jesienne wieczory...


Powolne ruchy zegara w stronę spokoju. Kartkowanie nowego "Zwierciadła". Kostki gorzkiej czekolady. Miękkość rudego koca. I gdzieś między rzęsami błąkające się myśli o czułości...

czwartek, 8 października 2015

Zanim noc wybiegnie...

Chłodne dni, wietrzne. Barwne dni. Brązy łamane pomarańczem, ochra, zgaszone zielenie, cynobry, cynamony, fiolety, odcienie gorzkiej czekolady. Coraz więcej liści w starym złocie, mosiądzu i szafranie, coraz więcej rudości i purpury w pejzażu. Płowieją trawy, suche liście szemrzą, lecą z drzew kasztany. Ilekroć idę z pracy po sprawunki, podnoszę kilka. Mam je w kieszeni, w torebce. Te świeżo wyłuskane piękne są i aksamitne w dotyku. Lubię je gładzić...


Dziś miałam tylko cztery lekcje. Przyjemnie jest szybko kończyć zajęcia, ale wolałabym mieć więcej godzin. Goły etat to i goła pensja. Trochę mnie to martwi...


W chwili zapadania zmierzchu, w szarej godzinie przyjemnie jest zapalić lampę i otulić dom aromatem cynamonowej świecy. Nie przepadam za górnym oświetleniem. To światło lampek jest miękkie, w ciepłym miodowym odcieniu...


Kocham książki i czytanie. Nie umiem czytać elektronicznych książek, nie umiem słuchać audiobooków. Lubię kartkować strony, słyszeć ich szelest, czuć zapach. Piszę to w związku z dzisiejszą lekcją, na której zbieraliśmy argumenty na temat: "Książka papierowa czy elektroniczna". Drugoklasiści opowiedzieli się za nowoczesnością :)


W wieczorny czas wplatam nostalgię jazzowych dźwięków, aromat karmelowej herbaty i subtelność liliowych marcinków...

poniedziałek, 28 września 2015

Popołudniowo...

A jesień wciąż powoli się zbliża, tak kocio i miękko. Ma moje czarne czółenka na wysokich obcasach, granatową tunikę w orientalne wzory, rozkołysane kolczyki i oczy rozświetlone szarym cieniem. A serce naszych perfum tworzy fiołek, śliwka i jeżyny. Jesiennie tak...


Na pięknym koncercie wczoraj byłam. Rozkołysały mnie jazzowe, bluesowe i swingowe dźwięki, a z okien sali obserwowałam rozskrzydlonych liści spadanie. Jestem pewna, że te liście spadały na ziemię przytulnymi stronami...


Dziś, kiedy wracałam z pracy, usłyszałam żurawi tęsknotę, a potem zobaczyłam je w równych kluczach...


Wrześniową hosannę wyśpiewują puste pola, karmazyny głogowych kulek, witraże pajęczyn w porannym słońcu, zielonozłoty migot liści, strugi blasku, galaktyki amarantowych astrów i rdzawe łuny kasztanowej alei...


Popołudnie smakuje czerwoną herbatą...


"Narzeczona Schulza" jest jednak książką o Schulzu. O Schulzu widzianym oczyma Juny, jego muzy i narzeczonej, ale i samej Tuszyńskiej. Dobrze mi się czyta tę poetycką opowieść o trudnym, niezwykłym, niespełnionym uczuciu...


I muzyka wokół mnie krąży, przetyka moje włosy melancholią...

środa, 16 września 2015

Przymiarka do jesieni...

I znowu środa. I znowu dni tak szybko minęły. Obiecywałam sobie częściej pisać, a tyle zajęć, że wieczorami tylko o śnie myślę, bo czuję się zmęczona. Przed snem uda mi się tylko kilka stron "Ja nie jestem Miriam" przeczytać i oczy mi się same zamykają...


Weekendowy czas z M. minął uroczo, ale za szybko, jak zawsze. I byliśmy na jesiennym spacerze w alejach, zbieraliśmy pierwsze kasztany, które teraz zdobią kuchenny parapet i zaświadczają, że jesień się zbliża. A świat się złocił, pąsowiał kulkami dzikich róż i głogów, pachniał jabłkową tartą i herbatami w jesiennym kolorze...


W poniedziałek miałam pierwsze zebranie z rodzicami i było mi przykro, bo przyszło tylko 9 osób. Przygotowałam materiały, z którymi rodzice powinni się zapoznać, poświęciłam czas. Ci obecni na zebraniu nie chcieli działać w radzie rodziców i mam problem, bo kogoś wybrać trzeba...


Wczoraj wybrałyśmy się z koleżanką na spacer. Cieszyłam oczy niebem błękitnym, kolorami wrzosów, nieśmiało spadającymi liśćmi, ich szafranowym odcieniem, purpurą klonów japońskich, których liście spadały do stawu, tworząc z rzęsą wodną mozaikę w iście bizantyjskim stylu :)


I taki miękki wydaje się być świat, migotliwie rozpisany na kolory wczesnej jesieni, ptasie nawoływania, zmierzchy w śliwkowej poświacie i morelowym blasku...


I tak, poranki już ciemniejsze, wieczory szybciej przychodzą, ale wciąż jeszcze resztki lata w powietrzu, w pejzażu...


A dziś taki miły poranek: bukiety życzeń, prezenty, imieninowe serdeczności, a po południu spotkanie z koleżankami przy kawie :)

środa, 9 września 2015

O środzie...

Drobny deszcz uperlił okna, niebo jest dziś szarawe, kłębią się sine obłoki, a powietrze smakuje chłodem. A wczoraj popołudnie pachniało jesiennymi dymami, ktoś porządkował ogród i palił zeschłe łęty i chwasty. I zapach ten jest dla mnie prologiem jesieni...


I pięknie wczoraj zachodziło słońce. Złociło się niebo, rozlewało płomiennym pomarańczem, różowiało, nasycało się pastelowym fioletem, a potem cichło, nasączało się pięknem kobaltu, aż stało się atramentową czernią. Wracałam z późnego spaceru i obserwowałam, jak zmieniają się ponad polami te kolory...


Środa zaczęła się sympatycznie pobudką bez budzika, telefonem od M., śniadaniem niespiesznym, kawą w ulubionej filiżance...


Dziś pojadę do Miasteczka. Muszę załatwić sprawę w banku, poczynię małe sprawunki i zajrzę do jedynego w Miasteczku sklepu obuwniczego, bo marzą mi się nowe czółenka na słupkowym obcasie :)


Z niecierpliwością czekam na przesyłkę z internetowej księgarni, a szczególnie na nową książkę Cherezińskiej, Tuszyńskiej i Axelsson...


Domowe chwile ubarwiają mi astry w wazonie, melancholijna Norah Jones...


Pora na zmiany w szafie. Czas odświeżyć sweterki, szale i schować lekkie, letnie stroje. Już wróciłam do jesiennych perfum...


Uśmiecham się do ciebie, środo...