wtorek, 30 lipca 2013

Ocalam...

Poranek pachnący praniem zdjętym z balkonu przed deszczem. Smak kawy, samość, cisza domu. Wczoraj wróciłam...


Tyle emocji, wrażeń, doznań...


Naszą bazą był Lewin Kłodzki- malutka, cicha miejscowość malowniczo położona w dolinie. Kiedyś to było piękne miasteczko. Stąd szlakami wędrowaliśmy do uzdrowiskowych miejscowości, położonych po sąsiedzku. A tam spacerowaliśmy po parkach zdrojowych, odwiedzaliśmy pijalnie wód, docieraliśmy do najciekawszych obiektów, by potem znowu wędrować szlakiem. Szemrały potoki, świerszcze grały jak oszalałe, sosny pachniały żywicą, łąki zachwycały kolorami kwiatów. A potem były malownicze labirynty Błędnych Skał, tarasy widokowe z fantastycznymi krajobrazami, Szczeliniec Wielki z przepastnymi szczelinami, niezwykłymi formacjami skalnymi o dziwnych, niepowtarzalnych kształtach, przejściami pachnącymi wilgocią i ziemią. Niewiele osób, cisza, można delektować się widokami, zachwycać głębokimi wąwozami, w schronisku "Szwajcarka" wypić kawę...


I miasto jak ze snu...Praga. W ostrym słońcu była jeszcze bardziej złota. Hipnotyzujące widoki, nastroje uliczek, metafizyka. Nawet morze turystów nie przeszkodziło nam w zachwytach...


I magiczny Wrocław. Upał niesamowity, powietrze przylegało i parzyło jak meduza, a my wędrowaliśmy uliczkami, by jak najwięcej zobaczyć, poczuć, doznać...


Zapisałam jak w telegraficznym skrócie "ku pamięci" na kiedyś, na potem, by słowa były jak słowa- klucze, by przypominały te dni niezwykłe...


Wracałam w noc niedzielną z młodzieżą, która jechała na Przystanek Woodstock. To była koszmarna młodzież i koszmarna noc...


A na peronie, o świcie powitał mnie deszcz...Przyniósł ulgę :)

niedziela, 23 czerwca 2013

Mrucząco :)

Wczoraj chwila wytchnienia od gorąca przyszła po 20. Dopiero wtedy otworzyłam drzwi na balkon. Nie lubię upałów, tej lepkości, duchoty. Wolę umiarkowane temperatury. I zaczynam tęsknić za zapachem deszczu, tego letniego, ciepłego. Bezsenność natchniona gorącem odebrała przykrótkim snom zapach, kolor i lekkość...


To był bardzo trudny tydzień. Wystawiłam oceny, napisałam uzasadnienia, wypełniłam część dokumentów ( przede mną jeszcze arkusze i świadectwa do wypisania), uczestniczyłam w radach, cieszyłam się wynikami egzaminu. Świetnie udał się czwartkowy koncert, wykonawcy otrzymali owacje na stojąco :) W pełni zasłużone...


Coraz bliżej wakacje. Cieszę się na nie...


Szemrząca muzyka. Dźwięki przynoszą dobre myśli i spokój. Czas płynie powoli, lekko. Szeptami filiżanek naznaczam chwile...


W niedzielną sukienkę wplotły się kolorami poranne telefoniczne rozmowy z M.


Na polach czerwień maków aż po horyzont, krajki chabrów i rumianków, grzywy zbóż lekko pożółkły. Pachną ogrody aromatami trudnymi do zdefiniowania, ale jakże błogimi. Mam w wazonie ogrodowe goździki amarantowe i szkarłatne. uchylonym oknem złote słońce wchodzi i ciepłem muska moje bose stopy...


Prawie wakacyjna jestem. Nawet moje włosy są w większym nieładzie. Z lubością wpinam w uszy długie, zielone kolczyki. Znowu pachnę jasnozieloną kroplą perfum Green Tea. Mrużę oczy, patrzę na drzewa, oddycham błękitami nieba...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Amulety...

Nieskończona ilość drobiazgów. Zwyczajnych. Kwiaty w wazonie, książka, uśmiech, wiersz Cwietajewej, pachnąca kąpiel, dobra herbata, ładnie polakierowane paznokcie, dom jak cały świat, tęcza za oknem, letni wieczór, w trawach lekki wiatr skrzypi...


Objawienia czerwca: liliowe zmierzchy, a potem confetti gwiazd złotych, zalane słońcem poranki, ptasie melodie zamiast budzika, zapach jaśminu słodko- gorzki, piwonie, łubiny, margerytki, irysy moje ukochane, akacje, zieloność drzew, marcepanowa biel kwiatów czarnego bzu, kwiaty dzikich róż i pierwsze truskawki słodkie, smakujące słońcem...


Zwykła miłość jest troską o zmieniony głos i zakatarzony nos...


Ciepła zaduma wieczoru, spokój w opuszkach palców, cisza, miękkie światło poszerzające przestrzeń otwartymi balkonu drzwiami...


Wracam do "Cacka", do ładnego świata...

czwartek, 23 maja 2013

Zamyślenia...

Promienie słońca zalewające drzewa, szmaragdowa poświata na liściach, grzywy rzepakowych pól falujące w słońcu niczym żółta rzeka. Pochodnie głogów, waniliowa biel kasztanowców, przydrożne połacie zieleni w jaskrach i biedrzeńcach. Kwietnie, pachnąco i barwnie...


Uchylone okno, figle firanki i ptasich flecików dźwięki. Zapach koszonej trawy budzi tęsknotę za latem i wakacjami...


Kilka dni temu moja mama gdyby żyła, obchodziłaby 68. urodziny. Nie umiem sobie wyobrazić jej w tym wieku. Jaka by była? Jak byłoby nam ze sobą? Wciąż pamiętam mamę trzydziestosiedmioletnią. Mam więcej lat niż moja mama, kiedy odchodziła. I choć potrafię już zachwycać się majowym światem, to wciąż boli mnie każdy maj, bo przypomina umieranie mamy...


Przepadłam na trochę. O powodach pomilczę. Napiszę tylko, że trudne to były dni, z lękiem pod naskórkiem...


"Miłość jest zawsze troską, o to, co się miłuje". Byłam troską...


Dziś mogę napisać: jest dobrze :)

środa, 15 maja 2013

Czas zatrzymując...

Poranną ciszę zakłócają zwielokrotnione echem odgłosy szczekających psów i warkot piły mechanicznej, sąsiad przygotowuje się do kolejnej zimy i urządza pobudkę tuż po szóstej. Zamykam okno, włączam ciepłe dźwięki "Sobremesy", robi się błogo, radośniej. Czas się kołysze leniwie, a ja razem z nim...


Mam dziś na późniejszą godzinę do pracy. Zjadłam dobre śniadanie bez pośpiechu, umalowałam staranniej oczy. Odprasowałam zielone spodnie i granatową bluzkę. Ładnie mi w lustrze...


Wczoraj przyszła paczka z internetowej księgarni, a w niej kilka czytadeł dla mnie i przepiękna książka dla bratanka. Zamówiłam na prezent z okazji Dnia Dziecka "Mapy"Mizielińskich. Zachwycałam się grafiką, stonowanymi kolorami, ciekawostkami. Wieczór był "podróżowaniem"...


Kawa mi pachnie i konwalie. Zieleń faluje za szybami. Owocowe drzewka jak w koronkach całe. Za stokrotkami tęsknię...


A książkę Kolskiego oddam do biblioteki :)

środa, 1 maja 2013

W kolorze...

Otwarte okno, rześkie powietrze, srebrzysty chłodek, drobiny słońca, migotliwe i złote. I niebo przewiązane wstążeczką błękitu...


Kilka chwil tylko dla mnie, dla myśli o niebieskich migdałach. Czas ma teraz smak i kolor zielonej herbaty. Cichuśko snuje jazzowe się snują. Żółcią goździków, stojących wazonie, rozświetlam oczy. A M. jest teraz w pociągu. Tak się cieszę na wspólne bycie do niedzieli :)


Z mojego okna widzę kolorowy namiot cyrkowy, rozłożony na placu targowym. Dziś odbędzie się występ. Nie lubię cyrku, jako dziecko też nie lubiłam. Męczył mnie zapach, smuciły umęczone zwierzęta, klownów też było mi żal, wydawali mi się niezbyt weseli...


Kupując na wyprzedaży "Przytulać kamienie" Januszewskiej, myślałam, że to lekka proza, do poczytania w czasie majówki dla odprężenia. A wymaga zatrzymania, refleksji, poukładania sobie kolejnych rozmów i myśli bohaterów, pochylenia nad "kamieniami" głównej bohaterki. Na pewno to książka warta przeczytania...


Maj się zaczął. Niech mai się pięknie...

środa, 24 kwietnia 2013

Światła przybywanie...

Lekki wiatr złocony leszczynowym pyłkiem. Rozżółcone krzewy forsycji. Młode brzozy w zielonym welonie drobnych listków. Słońce w oczach. Fioletowo pachnące fiołki. Soczyste trawy we wszystkich zieleniach...


Popołudniowe światło zmiękcza kontury, rozmywa cienie, podkreśla kolory nieba. M. mówi, że w jego mieście nie ma takiego nieba, takich barw, refleksów i odcieni. Tak, moje niebo jest piękne o każdej porze...


Rozmowa telefoniczna z moim bratankiem sprawiła mi tyle radości. W maju się zobaczymy, nie mogę się doczekać :)


Drobne przyjemności: felieton Romy Ligockiej, lody truskawkowe, podwójne espresso, by senność przegonić, zapach powietrza...


Domową ciszę zakłócają wpadające przez uchylone okno melodyjki wróbli. Lubię ciszę, coraz częściej po powrocie z pracy potrzebuję tej ciszy długo. Nie włączam telewizora ni radia. Bywają dni, że nie słucham muzyki ze swoich płyt. Ale te pogodne ptasie głosy są przyjemne...


Tak pędzi ten kwiecień. Dzień za dniem tak szybko mija. Noce wydają się być za krótkie. Chciałabym, żeby czas zwyczajnie zwolnił :))