Całą zimę udało mi się nie chorować. Przesilenie wiosenne objawiło się przeziębieniem, jakbym zupełnie straciła odporność. A może lekki płaszczyk okazał się jednak za lekki?
Na dziś wzięłam zwolnienie, obiecując doktorowi, że zgłoszę się w poniedziałek po kolejne, jeśli nie będę czuła się dobrze. Nie ukrywam, że wolałabym pójść do pracy i czuć się lepiej...
Wiosna jesiennie szeleści nastrojami. Chmury znowu w kryzach szarych odcieni. Domy zrobiły się szare. W powietrzu, podszytym deszczem, fontanny wróbli milczą. Brakuje światła, którym pulsowałaby zieleń. Posmutniały zaokienne kolory...
Ogrzewam się herbatą. Opatulam polarowym kocem. Z dyscypliną łykam pigułki i wykonuję zalecane inhalacje...
Mam nowy TS, odłożony na potem. Teraz czytam "Ku słońcu" Iwasiów. To kontynuacja "Bambino". Pamiętam, że kupiłam "Bambino", bo szczecińskie, bo z autorką miałam na studiach zajęcia i bardzo je lubiłam, bo czytałam prawie wszystko, co napisała...
Druga powieść jest mi bliższa. Odnajduję w niej wydarzenia znane mi z autopsji, tło Szczecina i jego topografię, którą znam, choć szczecinianką nie jestem. Wały Chrobrego, Aleja Piastów, mury uniwersytetu, Park Żeromskiego i Kasprowicza. Bliskie...
Książek Iwasiów nie czyta się łatwo. Bez skupienia nie sposób czytać. Wykorzystuję więc dzień pościelowy, by delektować się słowami i opowieścią...
A wieczorem M. przybędzie. I liczę na intensywniejsze zdrowienie :))
piątek, 14 maja 2010
poniedziałek, 10 maja 2010
A maj wciąż zimny...
Męczy ta szarość nieba. Męczy bezsłoneczność. Maj wciąż zimny. Za to kolory, widziane z okna, są zachwycające. Zieleń ma w sobie tyle witalności i soczystości. Rozkwitły jabłonie, rozświetliły delikatnym różem sad sąsiada. W malachicie traw złotymi gwiazdkami mlecze kwitną. Kasztanowce obsypane pastelowym kwieciem wyglądają jak wielkie bukiety...
Po porannej wizycie taty żołądek miałam zwinięty supłem niepokoju i zdenerwowania. Potem przez wszystkie godziny w pracy gorzkie myśli mi towarzyszyły. I nie umiem inaczej, nie umiem się wyzwolić, choć mam świadomość własnej bezradności i bezsilności. Coraz częściej jednak moja ocena postępowania ojca nabiera ludzkiego wymiaru i zrozumienia...
W domową ciszę opadają teraz dźwięki Davisa. Pachną tulipany. Otulam się w jesienny kolor herbaty. Z jakąś przesadą odbudowuję dziś swój spokój...
Po porannej wizycie taty żołądek miałam zwinięty supłem niepokoju i zdenerwowania. Potem przez wszystkie godziny w pracy gorzkie myśli mi towarzyszyły. I nie umiem inaczej, nie umiem się wyzwolić, choć mam świadomość własnej bezradności i bezsilności. Coraz częściej jednak moja ocena postępowania ojca nabiera ludzkiego wymiaru i zrozumienia...
W domową ciszę opadają teraz dźwięki Davisa. Pachną tulipany. Otulam się w jesienny kolor herbaty. Z jakąś przesadą odbudowuję dziś swój spokój...
piątek, 7 maja 2010
Przy herbacie...
Maj jest jak z dawnej piosenki Kory...wyjątkowo zimny. Od dni kilku słońce się nie objawia, szarymi zgłoskami niebo wyśpiewuje deszczowe piosenki. Strunami wiatru chłód dotyka. A świat ma barwę i zapach kwitnących rzepaków. Świat jest liliową liryką bzów, hymnem białych kwiatków kasztanowców...
Piątkowy wieczór. Niezliczone herbaty. W szklanym wazonie amarantowe tulipany. Cudne piosenki z płyty "Pogadaj ze mną", o których przypomniała mi w liście Delikatchnienie. I najpiękniejszy domowy zapach się snuje, zapach ciasta. Dla jutrzejszych gości, do rozgrzania serc...
Z potrzeby sacrum palę świeczki. Patrzę w okno, oddycham zaokienną zielenią, układam w sobie spokój...
Piątkowy wieczór. Niezliczone herbaty. W szklanym wazonie amarantowe tulipany. Cudne piosenki z płyty "Pogadaj ze mną", o których przypomniała mi w liście Delikatchnienie. I najpiękniejszy domowy zapach się snuje, zapach ciasta. Dla jutrzejszych gości, do rozgrzania serc...
Z potrzeby sacrum palę świeczki. Patrzę w okno, oddycham zaokienną zielenią, układam w sobie spokój...
wtorek, 4 maja 2010
Ocalając...
Drobnym deszczem sfastrygowane niebo. Chłód. W prostokącie okna zieleń majowa, marcepanowa biel kwitnących drzew i niezapominajek błękit jasny. Domowa cisza. Zapach zielonej herbaty ze słońcem w nazwie...
Weekendowy czas spędziliśmy z M. w mieście, do którego pasuje określenie "magiczne". Magiczne Miasto. Chodziliśmy po uliczkach, po tych samych, po których kiedyś chodzili krzyżaccy rycerze, wielki astronom i polscy królowie. W starych zaułkach urodą czarowały nas kamieniczki, najbardziej zachwycały te secesyjne. Urzekała nas monumentalność i uroda gotyckich kościołów, poczerniała czerwień ceglanych murów, barokowa ornamentyka. Barwy witraży refleksami światła zatrzymywały się na gołębich skrzydłach. Podobała nam się kameralna atmosfera miasta i ogrom zieleni. Ach...i jeszcze Książnica z aniołami w oknach i stare spichlerze...
I czas mijał nam także w kawiarnianych ogródkach i klimatycznych knajpkach. I dobrze nam było, radośnie i szczęśliwie. A hotelik, w którym na te dni zamieszkaliśmy, był z duszą. Cudownie łączył staroczesność z nowoczesnością...
Majówka nam się udała. Pachniało bzami i zielenią, niebo uśmiechało się niebieskością i nami...
Weekendowy czas spędziliśmy z M. w mieście, do którego pasuje określenie "magiczne". Magiczne Miasto. Chodziliśmy po uliczkach, po tych samych, po których kiedyś chodzili krzyżaccy rycerze, wielki astronom i polscy królowie. W starych zaułkach urodą czarowały nas kamieniczki, najbardziej zachwycały te secesyjne. Urzekała nas monumentalność i uroda gotyckich kościołów, poczerniała czerwień ceglanych murów, barokowa ornamentyka. Barwy witraży refleksami światła zatrzymywały się na gołębich skrzydłach. Podobała nam się kameralna atmosfera miasta i ogrom zieleni. Ach...i jeszcze Książnica z aniołami w oknach i stare spichlerze...
I czas mijał nam także w kawiarnianych ogródkach i klimatycznych knajpkach. I dobrze nam było, radośnie i szczęśliwie. A hotelik, w którym na te dni zamieszkaliśmy, był z duszą. Cudownie łączył staroczesność z nowoczesnością...
Majówka nam się udała. Pachniało bzami i zielenią, niebo uśmiechało się niebieskością i nami...
piątek, 30 kwietnia 2010
W oczekiwaniu...
Poranki wciąż ze słońcem gdzieś na skraju poduszki, z modrym niebem, sączącą się radiową muzyką i zapachem kawy...
A potem, w drodze do pracy, promienie słońca rzęsy czeszą i zatrzymują się w bursztynowych plamkach moich tęczówek. Wciąż zapominam o okularach przeciwsłonecznych. Chociaż tak naprawdę wolę je nosić na głowie niż przysłaniać oczy:)
Kwiecień błogosławi kolorami. W ogrodzie tyle zmian. Melanż zieleni od tej jasnej, młodej poprzez malachitowe odcienie po te butelkowozielone. Powietrze pachnie kwieciem amarantowym, różowym i białym. I moje ukochane kaczeńce przysiadły w podmokłych zakątkach...
Teraz mam szeroko otwarte okno na zapach skoszonej wokół bloku trawy. Chciałoby się bosymi stopami dotknąć soczystości tej zieleni...
Czekam na majową magię bzów, konwalii, na waniliową biel kwitnących kasztanowców, na gwiazdki ich płatków we włosach...
Ubieram się w jutro. Ubieram w jutro moje myśli. I więcej mnie już w jutrzejszym powitaniu z moim M.
A potem, w drodze do pracy, promienie słońca rzęsy czeszą i zatrzymują się w bursztynowych plamkach moich tęczówek. Wciąż zapominam o okularach przeciwsłonecznych. Chociaż tak naprawdę wolę je nosić na głowie niż przysłaniać oczy:)
Kwiecień błogosławi kolorami. W ogrodzie tyle zmian. Melanż zieleni od tej jasnej, młodej poprzez malachitowe odcienie po te butelkowozielone. Powietrze pachnie kwieciem amarantowym, różowym i białym. I moje ukochane kaczeńce przysiadły w podmokłych zakątkach...
Teraz mam szeroko otwarte okno na zapach skoszonej wokół bloku trawy. Chciałoby się bosymi stopami dotknąć soczystości tej zieleni...
Czekam na majową magię bzów, konwalii, na waniliową biel kwitnących kasztanowców, na gwiazdki ich płatków we włosach...
Ubieram się w jutro. Ubieram w jutro moje myśli. I więcej mnie już w jutrzejszym powitaniu z moim M.
czwartek, 15 kwietnia 2010
...
Dziwny to czas. Niezrozumiały. Refleksyjny. Z myślami o kruchości życia. Z ludzkim odruchem współczucia tym, których już nie ma, tym, którzy zostali bez Bliskich w bólu, w poczuciu bezradności i pustki...
Czas przed telewizorem...czas współodczuwania...czas szarości...
W tych ostatnich dniach świat się zatrzymał, wyciszył, zastygł, dla bardzo wielu umarł trochę...
Na chwilę staliśmy się lepsi...
Znowu gorzknieją słowa...
A świat nadal trwa. Musi trwać...
I może z powodu tych wszystkich myśli o ulotności życia jakoś bardziej cieszę się słońcem, jasnym niebem, jasnozielonymi zaczątkami liści kasztanowców, szmaragdową zielenią traw. Uśmiecham się do ptaków, wijących gniazda pod moim dachem. Szukam normalności, przynosząc do domu naręcze żonkili i komponując ich żółć z serwetą w odcieniach zieleni. Szukam spokoju w zapachu herbaty...
Czas przed telewizorem...czas współodczuwania...czas szarości...
W tych ostatnich dniach świat się zatrzymał, wyciszył, zastygł, dla bardzo wielu umarł trochę...
Na chwilę staliśmy się lepsi...
Znowu gorzknieją słowa...
A świat nadal trwa. Musi trwać...
I może z powodu tych wszystkich myśli o ulotności życia jakoś bardziej cieszę się słońcem, jasnym niebem, jasnozielonymi zaczątkami liści kasztanowców, szmaragdową zielenią traw. Uśmiecham się do ptaków, wijących gniazda pod moim dachem. Szukam normalności, przynosząc do domu naręcze żonkili i komponując ich żółć z serwetą w odcieniach zieleni. Szukam spokoju w zapachu herbaty...
wtorek, 6 kwietnia 2010
Nadawanie kształtu...
Znowu jest zwyczajnie. Pojedynczo. Z jesienią w duszy. Nie lubię zostawać sama po kilku dniach spędzonych z M. Szukam sobie miejsca w domu, szukam zajęcia, oswajam samotność...
Znowu ten czas razem minął za szybko...
Chwila ma szafirowy odcień nieba, coraz intensywniejszą zieleń traw i smak czerwonej herbaty. Wchodzące uchylonym oknem powietrze pachnie wilgotną ziemią i drobinami słońca. Lekkim wiatrem kołysze się firanka...
I słucham dziś obsesyjnie Billie Holiday. Pozwalam się emablować smutnym dźwiękom...
Znowu ten czas razem minął za szybko...
Chwila ma szafirowy odcień nieba, coraz intensywniejszą zieleń traw i smak czerwonej herbaty. Wchodzące uchylonym oknem powietrze pachnie wilgotną ziemią i drobinami słońca. Lekkim wiatrem kołysze się firanka...
I słucham dziś obsesyjnie Billie Holiday. Pozwalam się emablować smutnym dźwiękom...
Subskrybuj:
Posty (Atom)