wtorek, 29 września 2026

Jesienne subtelności

Jesień już, choć wczoraj na chwilę wróciło lato i słońce takie, że znowu można było mieć bose stopy, krótki rękaw i oczy mrużyć, bo okulary przeciwsłoneczne zostały odłożone, by nie zagracały torebki...

I wybrałam się wczoraj na długi spacer, maszerowałam ponad 7 km i tańczyło słońce w zieleni drzew ukraszonej już odcieniami żółci, mosiądzu, purpury, starego złota i rudości...

Składam września czas z przydługich już wieczorów, chłodnych i ciemnych poranków, herbat parzonych w imbryku, wrzosu na balkonie, z bukietów astrów i ich strzępiastych grzywek, kasztanów, które noszę w kieszeniach i układam na kuchennym parapecie...

Obejrzałam netflixową "Lalkę" i jestem rozczarowana, zniesmaczona i tyle tylko napiszę...

Pięknie spędziliśmy weekend z M. Byliśmy na spacerze w lesie, pogoda nam dopisała, nawet udało się znaleźć kilka grzybów...

Lubię swoje poranki. Lubię wcześniej wstać i mieć te poranki dla siebie. Nie śpieszyć się, być w ciszy, pić spokojnie pierwszą kawę, nastrajać się do dnia...

piątek, 11 września 2026

A ja gdzieś pomiędzy...

W powietrzu pachnie jesień. Poranki spowite w welony z mgieł dotykają chłodem. A jeszcze przemykam ścieżką do pracy w sandałkach, letnich lnianych porteczkach,  w sukience z krótkim rękawem i uparcie wmawiam sobie, że jeszcze lato. A tu już nie lato, ale i nie jesień...

Wpadłam już w szkolny rytm, w gwar, we wszystkie "muszę", "powinnam" i "na wczoraj". Wydaje mi się, że wakacje były tak dawno. Przypominam je sobie, przeglądając fotoksiążkę z naszej wyprawy. Uśmiecham się na zdjęciach i do zdjęć...

Wrzesień coraz bardziej przyobleka się z barokowe złoto, rozpachnia aromatem trudnym do zdefiniowania, w bursztynowej poświacie, cichnący, smutniejszy o ptasie pożegnania...

Rozzłacam dom ciepłymi kolorami, płomykami świec. Znowu piję herbat z nutą cynamonu i śliwki, wyjęłam i odświeżyłam swoje kocyki, kupiłam wrzosy i przynoszę do domu pomarańczowe kulki ognika, a na parapecie ozdobne dynie zapoczątkowały tworzenie jesiennego kramu...

Trochę czytam wieczorami, ale jakoś szybko morzy mnie sen. A potem budzę się w nocy i liczę barany. I tak, za mało czytam, za mało śpię. Zupełnie nie wiem, co oglądać na Netflixie, co polecacie?

Wrześniowe chwile wciąż piękne, najpiękniejsze do fotografowania. Te wszystkie liście malarsko dotknięte patyną barw, kulki dzikich róż i ogników, dynie, miedzioryty kasztanowców w alejach, ten inny odcień światła, żółcie, czerwienie, rudości, fioletowe zmierzchy. Mieszanka wszystkiego. I jeszcze kasztany leżące na chodnikach i żołędzie. 

I jestem jeszcze gdzieś między latem i złotem jesieni...