wtorek, 27 października 2026

O poranku...

Znowu za szybko mijam wraz z październikiem. Do znanego mi rytmu: praca- dom dodałam codzienne marsze po kilka kilometrów bez względu na pogodę. Czy deszcz, czy wiatr idę, dla zdrowotności. Mam więc możliwość obserwowania jesiennej krasy i pozwalam sobie jesiennieć, i łapać ładne migawki na szarość listopada...

Porankom maluję uśmiechy. Lubię wcześniej wstać. Otulić dom promykiem świecy i miodowym światłem lampy. Lubię mieć czas na małe poranne przyjemnostki i na niespieszność. Powoli piję kawę, patrzę, jak powoli z czerni wyłania się świat. Nastrajam się ciszą, bo potem przez wiele godzin będę tkwić w gwarze i hałasie. Im jestem starsza, trudniej to znoszę...

W październikowym pejzażu jeszcze tyle barw, choć drzewa coraz bardziej ażurowe. Cieszę oczy purpurą, rudościami i pomarańczem. Tęsknię za czymś niezdefiniowanym, słysząc głosy lecących równymi kluczami gęsi...

Zanim upomni się o mnie świat, nacieszam się swoim domem o poranku...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz