Porankom maluję uśmiechy. Lubię wcześniej wstać. Otulić dom promykiem świecy i miodowym światłem lampy. Lubię mieć czas na małe poranne przyjemnostki i na niespieszność. Powoli piję kawę, patrzę, jak powoli z czerni wyłania się świat. Nastrajam się ciszą, bo potem przez wiele godzin będę tkwić w gwarze i hałasie. Im jestem starsza, trudniej to znoszę...
W październikowym pejzażu jeszcze tyle barw, choć drzewa coraz bardziej ażurowe. Cieszę oczy purpurą, rudościami i pomarańczem. Tęsknię za czymś niezdefiniowanym, słysząc głosy lecących równymi kluczami gęsi...
Zanim upomni się o mnie świat, nacieszam się swoim domem o poranku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz