środa, 12 lutego 2025

A niebo się niebieści...

Mija drugi tydzień ferii. Jak zwykle za szybko, jak zwykle miało się tyle zdarzyć, a zdarzyło się wszystko inne tylko nie to planowane. Kolejny raz potwierdza się, że planowanie czas stracony. Dobre jednak to były dni. Nadrobiłam zaległości w czytaniu, poodwiedzałam lekarzy, na wizyty u których jakoś nie mam czasu w roku szkolnym, zrobiłam badania, mam receptę na nowe, mocniejsze okulary...

Za oknem słońce, złote zajączki światła skaczą po ścianach i po kuchennym stole. Igiełki mrozu wyostrzyły kolory w pejzażu, niebo jest dziś błękitne i jasne. W wioskowym ogrodzie złocą się ranniki, bielą przebiśniegi i śnieżyce, a i oczary oczarowują swym delikatnym kwitnieniem. Nie czekam jeszcze na wiosnę, choć te pojawiające się w przyrodzie jej symptomy mogą zaświadczać, że ona już blisko. Z wiosną lubimy się od niedawna, nauczyłam się ją lubić, kiedy przestała mnie boleć, kiedy wspomnienia z czasu umierania mamy znalazły w moim sercu specjalny, spokojny kącik...

Mój feryjny czas to czas domowy. Pozwalam sobie na lenistwo, na długie ucieczki między zdania czytanych książek, na długie poranki bez pośpiechu. Od niedawna sprawia mi przyjemność zjadanie śniadania w łóżku, picie kawy i lektura. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Nawet kiedy dawno temu M. przygotował takie śniadanie, nie umiałam się w tej chwili odnaleźć. A teraz potrafię rozpiąć agrafki przyzwyczajeń, zrobić coś inaczej i nawet nie brzęczy mi w głowie, że to nie po mojemu...

Nieoczekiwana pocztówka od dawnego ucznia ze słowami o latarni i melodii morza przyniosła tęsknotę za zimowym Bałtykiem, za plażą przemierzaną z wiatrem we włosach, za niebieskością bezkresu, za kolorami odchodzącego słońca. I może trochę mi żal, że nie udało nam się wyjechać w te ferie...

Czas pachnie mi kawą. Mam w wazonie bukiet żonkili, rozświetlają pokój. Dziś dzień premier książkowych. Ściągnęłam na półkę w Legimi trzy kryminały, mam nadzieję, że będą dość mroczne :)


czwartek, 16 stycznia 2025

Styczniowe ocalanie czasu...

Styczniowe dni, styczniowe momenty do ocalenia. Kilka dni zimy, takiej prawdziwej i pięknej, z białym puchem, z wirującymi w świetle ulicznych latarń płatkami śniegu, z mrozem i szybami malowanymi w kwietne wzory...

Ocalam w pamięci długi spacer w tej bieli aż po horyzont,  bo przecież taka zima to u nas ostatnio rzadkość.  I były bałwany ulepione przez dzieci, z oczami z guzików i w wełnianych czapkach,  inne niż te moje z dzieciństwa, ale ładne...

Domowe chwile w styczniu mają posmak bezczasu. Jeszcze w blasku choinki, bo przecież dzięki niej przytulnie z tą zimową aurą. Jeszcze zostanie do soboty Zielona Panna. Dom rozpachnia się aromatami zimowych herbat, piernikowej kawy, kakao. Złocę czas płomykami świec i pozwalam, by na ramionach przysiadały pozytywne melancholie...

I piękną książkę przeczytałam. "Boże Narodzenie w Pradze" przenosi do wigilijnej Pragi z opustoszałymi uliczkami, światłami w oknach, kultowymi pijalniami piwa. I wędrowałam z narratorem, Kavką, Królem Pragi, Włoszką, przypominając sobie nasze odwiedziny w Pradze, tej letniej, wakacyjnej...

niedziela, 5 stycznia 2025

Doceniając początek...

Niech będzie dobry. Niech wzrusza i zachwyca. Niech inspiruje. Ten nowy rok, który już trwa i wraz z nim zaczynam mijać...

W domu jeszcze duch świąt. Blask choinki, gwiazdkowe światełka, ozdoby. I wolę to mieć teraz niż w listopadzie, bo wtedy by mnie to nie uszczęśliwiało. I złocę też czas płomykami świec o aromatach zimowo- świątecznych, raczę się herbatami i kawami z nutami świątecznych smaków i aromatów, jeszcze słucham świątecznych piosenek, wczoraj Mała Armia Janosika towarzyszyła mi w popołudniowym czasie. Koncertowali w Szczecinie, ale ja wysłuchałam ich muzykowania z Internetu...

Za oknem tak naprawdę pierwszy śnieg, bo wcześniej to tylko delikatna glazura, która zaraz się roztopiła. A ten przysiadł na dachach domów, na chodnikach, drzewach i krzewach, rozświetlił świat i pozwolił na rozkoszowanie się tą bielą w pejzażu, tą świeżością i jasnością. To są moje pierwsze zachwyty tego roku. I jeszcze te popołudniowym niebem, kiedy słońce odchodzące barwi je płomiennymi czerwieniami i złotem...

Pierwsza książka tego roku to "Pionek" Kuźmińskich. To kontynuacja "Ślebody", dobra kontynuacja przygód antropolog Anny Serafin i dziennikarza Sebastiana Strzygonia. Tym razem przenosimy się z bohaterami na Śląsk, a tam wraz z morderstwem dziewczyny wraca sprawa sprzed lat, sprawa seryjnego mordercy zwanego Wampirem z Szombierek. Mnie czyta się to dobrze, choć różne opinie czytałam...

Te grudniowe dni świąteczne i noworoczne spędziłam pięknie, z moją Kumą kochaną i z M. I te wszystkie chwile warte były czekania, a teraz są warte pamiętania...

I chowam w kieszeniach niedzieli zwykłe chwile, domowe momenty. I kiedy piję teraz herbatę zimową o pięknej nazwie "Kraina Łagodności", myślę, że lubię to swoje zwyczajne życie...

niedziela, 22 grudnia 2024

Przedświątecznie...


Ostatnie dni grudnia. Prawie jestem gotowa do świąt. Jeszcze tylko gotowanie i pieczenie, bez szaleństw i bez rozmachu, by nie zostało za dużo...

Za oknem wiatr kaleczy łagodność krajobrazu, płoszy ptaki i w swym szaleństwie wybudzał mnie w nocy. Poranne niebo jest chustą czarną jeszcze, światłem choinkowych lampek rozjaśniam mrok. Moja tegoroczna choinka jest mniejsza niż zwykle, ale prezentuje się okazale...

W opowieść poranka wplatam aromat kawy, słowa czytanej książki, spokój domu i szemrzące radio. Tych kilka chwil porannych poświęcam przyjemnostkom dla siebie samej i bardzo je sobie cenię. Patrzę w okno i czekam na świt...

A wczoraj z przyjemnością obejrzałam kolejny raz jeden z moich ulubionych świątecznych filmów-"Holiday", jeszcze tylko czeka mnie coroczna wędrówka z Ebenezerem i jego duchami...

Życzę Wszystkim tu zaglądającym pięknego świątecznego Czasu. Niech będzie zdrowie, radość, dobro, serdeczność i bliskość. Niech dobre Anioły szeleszczą skrzydłami cichuśko i muskają czule. Błogosławionych świąt Bożego Narodzenia...

niedziela, 8 grudnia 2024

W blasku...

Niedziela mija domowo, ale szybciej niż sobota. Jesteśmy sobie z M., raczymy się zimowymi herbatami i kawami, opowiadamy sobie czas ostatniego tygodnia, bo tak jakoś u niego w pracy nagromadziło się problemów, a u mnie pogodnie i już w takim przedświątecznym nastroju. I po raz kolejny myślę i piszę, że mam szczęście pracować ze świetnymi ludźmi, czego niestety nie doświadcza M. Czy Wy też macie w pracy sygnalistów?

Grudzień bardziej listopadowy, szary, bury i deszczem drobnym zmatowił pejzaż. A ja palę świeczki, światełkami dodaję blasku chwilom...

Wczoraj świętowaliśmy moje wtorkowe urodziny, kameralnie, we dwoje. I jakoś nie myślę, że znowu w metryce przybyło. Ostatnio po tym, co przychodzi nowe do szkół, marzę, by mieć już wiek emerytalny...

Tymczasem robię małe przymiarki do świąt. Słucham pastorałek i tej ulubionej o pastuszku bosym, wyświetlam rozpisane w głowie plany na te dni, tworzę listę zakupów i nie martwię się, że ze wszystkim jestem daleko...

środa, 4 grudnia 2024

Poranki w falbankach...

Z sowy stałam się skowronkiem. Lubię wcześniej nie tylko się obudzić, ale wstać. W oknie czerń, a ja rozświetlam dom i domowe chwile światłem lamp i grudniowych światełek, gotuję owsiankę, parzę pierwszą kawę i pozwalam dźwiękom się snuć. Mam poczucie, że dzień będzie dłuższy, że to poranne bycie z sobą i dla siebie tak dobrze mnie nastroi...

Wczoraj długim spacerem w wioskowym ogrodzie żegnałam się z jesienią. Wiele razy pisałam, że jesień to moja pora, że uwielbiam jesienny barokowy przepych barw, złocistości i subtelności aury, chwile srebrzone deszczem, wszystkie umilacze, zamyślenia swoje i celebry. Pięknie wczoraj słońce odchodziło, sprawiając, że godziłam się z tym końcem jesieni jakoś łatwiej...

I teraz już czekam na białe poranki grudnia, na lustra lodowe, wirujące gwiazdki śniegu w złotym blasku ulicznych lamp i księżyca. W oczekiwaniu adwentowym wpatruję się w blask pierwszej świecy w adwentowym wieńcu i ta myśl, że ta pierwsza świeczka jest Nadzieją, krzepi...

I już jestem gotowa na fleciki i dzwoneczki grudniowych piosenek, zapach pierników, zimowe smaki kaw i herbat. Przypomnę sobie świąteczne książkowe opowieści, obejrzę kolejny raz jakąś ekranizację "Opowieści wigilijnej", "Holiday", będę nucić pastorałki i kolędy i tęsknić jakoś bardziej za dzieciństwem, za gwarnymi świętami, za czasem, gdy przy stole wigilijnym tyle nas było, a dziś więcej przy nim pustych miejsc. I te myśli nie czynią mnie nieszczęśliwą, przeciwnie, stają się powodem do wdzięczności za tamten czas...

Nauczyłam się, jak zrobić zakładkę do książki na szydełku. I ruszyła manufaktura. Obdarzyłam koleżanki, zrobiłam kilkanaście na szkolny kiermasz. I bardzo te szydełkowe proste wzory mnie relaksują...

Grudniowe dni, mijajcie niespiesznie!


środa, 27 listopada 2024

Grafitowe zmierzchy listopada..

Końcówka roku mknie jakoś szybciej. Listopadowe dni w pelerynie mroku biegną, jakby chciały już minąć i nie słyszeć narzekania. A ja lubię listopady. Za czarną kaligrafię drzew, za minimalistyczny pejzaż kreślony jakby chińskim tuszem, za miękkość wieczorów całych z aksamitu, za czas domu...

W listopadzie inaczej się w tym domu jest. Kiedy za oknem wszechobecna szarość, kiedy świat spowity w kosmatą czerń, kiedy niknie w woalu gęstej mgły, domowy czas złocę płomykami świec, zaparzam kolejne herbaty, uciekam w świat czytanych książek, moszczę się pod kocem i częściej jestem dla siebie...

Cudowną książkę zamówiłam w internetowej księgarni, bo tam dużo taniej. I przepadam w świecie Muminków, oglądam ilustracje, czytam ciekawostki i myślę sobie, że wielbiciele tych białych puchatych trolli powinni tę książkę mieć...

O poranku wiję dobre myśli w czarnych lustrach szyb, słucham szemrzącej muzyki, na śniadanie gotuję owsiankę z malinami i nastrajam się do dzisiejszej wywiadówki myślą, by jak najmniej roszczeniowych rodziców chciało ze mną rozmawiać...

A jak Wy się macie w listopadzie?