Dzień w optymistycznych falbankach. Niebo błękitnością rozpromienione, słońce nareszcie się pojawiło. Przez uchylone okno wsnuwa się powietrze nieśmiało pachnące wiosną. I niech już tak zostanie: świetliście, cieplej, zwiewniej, barwniej i radośniej, wiosenniej...
Poniedziałek w pracy jest nieco koszmarny. Po weekendowej wolności niektórym źle w szkolnej rzeczywistości, więc niecierpliwie popychałam wskazówki zegara, żeby ostatnie dzyńdzyń zapowiedziało kres udręki dzieciątek. Jutro już będzie normalnie :)
Popołudnie jak z aksamitu. Jestem sobie w tym słonecznym migotaniu zaokiennym i w dźwiękach fado. Amalia Rodrigues, Mariza, Maria Da Fe, Carlos Ramos. Każdy dotyk tej muzyki powoduje, że rozpływam się w zaciszność mojego domu i nic nie jest już ważne, tylko te melancholijne nuty w każdym milimetrze ciała, w opuszkach palców, którym coraz bliżej do czułości...
Nie, nie jestem smutna...
Gdzieś między jedną filiżanką herbaty a drugą tęsknota za M. moim szeleści...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz